prof. Kazimierz  Z.  Poznanski
OBLED REFORM
WYPRZEDAZ POLSKI

NOTA WYDAWNICZA

Oddajemy do rak Czytelników ksiazke autora, który choc mieszka poza granicami Polski, uwaznie sledzi wydarzenia w kraju.

Kazimierz Z. Poznanski, bo o nim mowa, jest profesorem University of Washington w Seattle, na zachodnim wy-brzezu Stanów Zjednoczonych. Doktoryzowal sie na Wy-dziale Ekonomii Uniwersytetu Warszawskiego, a w 1979 r. wydal w PWN swoja pierwsza ksiazke: Innowacje w kapitalizmie.

W 1980 r. Woodrow Wilson School, Princeton University przyznala mu roczne stypendium.

W 1981 r. za-czal wykladac ekonomie na Cornell Uniwersity, Ithaca, w stanie Nowy York. Rezultaty jego badan z tego okresu zostaly wlaczone do dwóch analitycznych opracowan Kon-gresu Stanów Zjednoczonych (pierwszy przypadek udzialu polskiego ekonomisty w tej prestizowej publikacji). Wykla-dal ekonomie równiez na Northwestern University w Evanston. Jako stypendysta Hoover Institution prowa-dzil prace badawcze w Stanford University (Kalifornia). W 1987 r. opublikowal na University of California - Berkeley ksiazke pt. Technologia i konkurencja: Blok sowiecki w gospodarce swiatowej. W 1992 r. wydal prace zbiorowa pt. Konstruowanie kapitalizmu, jedna z pierwszych publika-cji nt. transformacji postkomunistycznej (m.in. wspólautorzy Kolakowski oraz Kornai). W 1997 r. nakladem Cambridge University Press wydano jego ksiazke Przewlekla transformacja: Zmiany instytucjonalne a wzrost gospodarczy w Polsce, 1970-1994. Jako profesor University of Washing-ton organizowal coroczne konferencje naukowe nt. trans-formacji z udzialem polskich i amerykanskich ekonomi-stów. Wyniki zebral w dwóch ksiazkowych edycjach (m.in. Prywatyzacja oraz stabilizacja w Polsce, wydana przez Kluwer Academic Press, z udzialem Sachsa oraz McKinnona). Od 1996 r. jest wspólredaktorem glównego amerykanskie-go periodyku poswieconego sprawom Europy Wschodniej: „East European Politics and Societies". Zamiescil ponad trzydziesci artykulów naukowych w periodykach amery-kanskich i brytyjskich. W 2000 roku wydano po polsku je-go ksiazke Wielki przekret. Kleska polskich reform, która znalazla sie na krajowej liscie bestsellerów. Ksiazka jest przygotowywana do angielskiego tlumaczenia pod tytulem Globalne iluzje: Wywlaszczenie Europy Wschodniej. Gotowa do druku na rynku amerykanskim jest jego ksiazka: Sladami Poppera: Zbiorowa obojetnosc i upadek spoleczny. Wydawnictwo nasze daje mozliwosc wypowiedzenia sie autorowi w ksiazce, wobec której trudno przejsc obojetnie. Prezentowane analizy ekonomiczne, ocena polskich re-form, wreszcie wnioski autora, wielu moga zaskoczyc lub szokowac, dla innych beda potwierdzeniem przypuszczen, ze cos w kierunkach naszych reform i dostosowania sie Polski do Europy jest nie tak.Prace te traktujemy jako kolejny, wazny glos w dyskusji o polskich sprawach.

A oto co pisze sam prof. K.Z. Poznanski. „Niniejsza ksiazka jest napisana od nowa praca zbudowana na sche-macie mojej poprzedniej ksiazki Wielki przekret. Kleska polskich reform. Minelo kilka miesiecy od ukazania sie tamtej ksiazki, mojej pierwszej publikacji po polsku od dwudziestu lat. Jej sukces byl dla mnie sporym zaskoczeniem. Obawialem sie, ze moja skrajnie krytyczna ocena zmian ustrojowych w gospodarce zrazi czytelników. Ksiaz-ke sprzedano jednak w niespotykanym - jak na ten gatu-nek - nakladzie dwudziestu kilku tysiecy egzemplarzy. Niestety nie znalazla ona uznania w glównych osrodkach opiniotwórczych, w tym akademickich. Odniesc mozna wrazenie, ze polscy naukowcy w zasadzie uznali ksiazke za niewygodna, gdyz przez cala dekade glosza pochwale reform, które ja opisalem jako kleske. Oczywiscie nie na-lezy zbyt duzo oczekiwac po jednej ksiazce, ale mozna sie pocieszyc, ze stala sie przynajmniej przedmiotem konwer-sacji w tych kregach. Ukazalo sie mnóstwo recenzji, tyle, ze wysokonakladowa prasa albo calkowicie przemilczala ksiazke albo odniosla sie do niej z wyjatkowa zjadliwoscia. Mialem tez kilka zaproszen do telewizyjnych oraz radio-wych dyskusji, które zawsze byly bardzo burzliwe. Spo-tkalem sie tez z mlodzieza studencka, glównie w Krako-wie i Warszawie. Dwukrotnie mialem okazje przedstawic swoje poglady poslom na zaproszenie Sejmu. Odebralem tez obszerna poczte elektroniczna od czytelników, którzy w wiekszosci zareagowali z duza troska na moja krytyke reform. Dla nich, biernosc osrodków wplywu czy samych wladz w sprawach poruszanych w ksiazce musi byc bardzo deprymujaca. Uleglem ich zachetom do dalszego penetro-wania tematyki polskich reform. Postanowilem przygotowac nowa prace, która pomija drugorzedne watki i propo-nuje równie krytyczna ocene obecnych przemian ustrojo-wych z nadzieja, ze spotka sie z nie mniejszym zaintereso-waniem. W tym celu musialem tez znalezc nowego wy-dawce, który obnizylby ogromnie wygórowana cene nalo-zona na poprzednia ksiazke. Ograniczony czas nie pozwo-lil mi na wykorzystanie w tej pracy wszystkich otrzyma-nych dotad uwag. Te uwagi, a takze zupelnie nowe mate-rialy na temat reform oraz stanu gospodarki, uwzgledniam w mojej najnowszej ksiazce, juz w polowie zakon-czonej. Nadalem jej tytul Ostatnie wybory: rozklad panstwa

WPROWADZENIE

Transformacja ustrojowa ruszyla szybko, tyle, ze równie szybko doszlo do katastrofy, najpierw w formie gwaltownej recesji, a potem póldarmowej wyprzedazy majatku na rzecz obcych inwestorów. Minelo raptem nieco wiecej niz dziesiec lat od chwili, gdy uwolniona od komunizmu Polska wpadla w obled re-form, których zadaniem mialo byc stworzenie kapitalizmu. Tylko w obledzie mozliwe bylo, zeby budujac „wyzszy" kapi-talizm, wdrozyc system, który nie dorównuje temu, co zosta-wil „nizszy" komunizm. Wsparte zarliwa propaganda, nieu-dane pomysly reform trafiaja do realizacji bez zadnych prób zastanawia sie nad ich katastrofalnymi konsekwencjami dla gospodarki.

Istote tych przemian ustrojowych najlepiej oddaje okre-slenie „wielki przekret", gdyz w trakcie próby budowy ka-pitalizmu po komunizmie doszlo do póldarmowej wyprze-dazy wiekszosci narodowego majatku obcym inwestorom. Ten konkretny aspekt zmian ustrojowych, które tocza sie wieloma torami naraz, jest najwazniejszy przy ocenie dzie-sieciolecia po upadku komunizmu. Dziesieciolecia, w którym nastapilo bezprecedensowe ogolocenie narodu z jego majatku. Popularna wsród kregów, które okreslaja sie jako liberal-ne, opinia, ze kapital sprzedano bardzo tanio i do tego w ob-ce rece, bo walila sie w gruzy pozostawiona przez komunizm gospodarka, jest niepowazna. Polska znalazla sie bowiem w glebokiej recesji nie przed reformami, ale dopiero gdy te reformy zostaly podjete, czyli po 1990 roku. Co wiecej, go-spodarka weszla w zapasc dokladnie, dlatego, ze panstwo porzucilo potrzeby produkcji na rzecz wyprzedazy majatku.

Do sprzedazy pozostajacego w gestii panstwa majatku na-rodowego prawie za darmo doszlo, dlatego, ze zagrozeni utrata swych posad decydenci mieli malo czasu na ukartowanie przetargów. W tym pospiechu, najbardziej przydatni okazali sie obcy nabywcy, bardziej dyskretni w dzialaniu i zasobni finansowo niz ich krajowi konkurenci. Sposród obcych inwe-storów wybrano z kolei tych, którzy byli sklonni do zaofero-wania najwyzszych tzw. prowizji w zamian za zanizone ceny.

Wiem, ze „przekret" to okreslenie z ulicy, takze moze ra-zic, ale mamy tutaj do czynienia z dzialaniami, które nie za-sluguja na bardziej wyszukany jezyk. Zreszta, slowo to we-szlo do powszechnego uzytku, kiedy zaczely sie obecne re-formy ustrojowe, miedzy innymi pod haslem wyplenienia afer ery komunistycznej. Ówczesne afery gospodarcze, na-wet potraktowane lacznie, nie umywaja sie jednak swoja skala do „przekretu" zwiazanego z dokonana prywatyzacja majatku panstwa.

Nie byle, jaki to przekret, w którym majatek banków i przemyslu jest uplynniany przez aparat panstwa za okolo dziesiec procent jego aktualnej wartosci. Pozostale dzie-wiecdziesiat procent wycieka oczywiscie do nabywców za granice, zamiast zasilic mocno wyglodzona gospodarke, która zostawil po sobie stagnacyjny komunizm. Na taka to ogromna strate narazono spoleczenstwo, zeby zainkasowac prowizje, stanowiace tylko maly ulamek wartosci sprywatyzowanego kapitalu. Równiez te dziesiec procent, które po „wielkim przekre-cic" trafia do budzetu panstwa, nie jest zuzywane na pomnazanie produkcyjnego majatku. W sferze budzetowej ma miejsce maly przekret, w wyniku, którego znaczna czesc przychodu przechwytywana jest na uzytek prywatny (np. na niebotyczne pensje zarzadów w ciagle jeszcze licznych pan-stwowych spólkach, jak równiez w niedawno zreformowa-nych lokalnych samorzadach czy tez w nowo powolanych kasach chorych).

Przyszlosc gospodarki wydaje sie nawet bardziej przy-gnebiajaca niz smutna terazniejszosc tej panicznej wyprze-dazy. Polska skazuje sie bowiem na coroczny wyciek zysków z kapitalu, które, obok plac za prace, stanowia glówny skla-dnik dochodu narodowego. Poniewaz zagraniczni wlascicie-le przejeli komunistyczne monopole, maja warunki do dyk-towania plac i wypompowywania zawyzonych w ten sposób zysków na skale nawet dziesieciu procent dochodu narodo-wego rocznie.

Lacznie, jednorazowe straty wynikle z niedoszacowania sprzedawanego majatku oraz ciagle straty z tytulu wyprowa-dzanych zysków, wielokrotnie przerastaja znikome prowizje zarobione przez decydentów na posrednictwie. Chodzi, wiec tutaj o „wielki przekret" nie tyle ze wzgledu na skale osobi-stych korzysci odniesionych przez mniejszosc decydujaca o sprzedazy majatku, ile ze wzgledu na rozmiary strat dla wy-laczonej z procesu decyzyjnego wiekszosci spoleczenstwa.

Pozbawiona zysków, naleznych teraz zagranicznym wla-scicielom, gospodarka staje sie kapitalistyczna, choc w kraju zostaja tylko dochody z pracy - czyli place. Z obcym kapita-lem i lokalna praca, Polska staje sie krajem, który niejako musi zyc z dnia na dzien, z „golej" pensji. Mozliwosci zaku-mulowania wlasnego kapitalu wylacznie w oparciu o zarobki pracownicze sa nikle i równie male sa szanse na wyrwanie sie z niefortunnej sytuacji, gdzie tylko praca jest wlasna. Dzis szukanie pracy w bankach i fabrykach przypomina migracje za chlebem we wlasnym kraju, gdyz wiekszosc ich jest zagraniczna wlasnoscia. Zatrudnieni w ten sposób staja sie jakby sezonowymi pracownikami nie w obcym kraju, ale we wlasnym. Przy normalnej emigracji zarobkowej, gdy je-dzie sie do zamoznego kraju jak np. Niemcy, mozna liczyc na wysokie place. Przy wewnetrznej migracji trzeba zadowolic sie niskimi, polskimi placami, moze nawet na zawsze.

Pierwszym wyraznym sygnalem, na jak niewiele moze li-czyc lokalna praca jest obecna, druga z rzedu od chwili upad-ku komunizmu, recesja gospodarcza. Jak widac, fakt, ze ma-jatek trwaly trafia glównie w obce rece, to nie uchronil Pol-ski od nowego wstrzasu, za który trzeba placic naglym wzro-stem bezrobocia oraz placowa stagnacja. Gdyby starannie policzyc to bezrobocie, wyszloby na to, ze co czwarty lub, co piaty Polak zdolny do pracy znalazl sie juz bez pracy, oraz przewaznie bez zadnego zasilku.

Mój jezyk znowu moze kogos razic, tym razem z tego powodu, ze traci innym zargonem, nie z ulicy, ale raczej z katedry, tym marksistowskim. Wszak krytykuje kapita-lizm, rozprawiajac o placach oraz zysku, czy o pracy oraz kapitale, jak to czynia w swych wywodach marksisci. Jest to jednak tylko czysto przypadkowa zbieznosc, gdyz mnie, ja-ko ekonomiste, nic nie laczylo z marksizmem ani wtedy, gdy byl on jeszcze bardzo modny, ani tez obecnie, gdy ra-czej wyszedl z mody.

Bedac z wyksztalcenia liberalnym ekonomista wierze w kapitalizm, tyle, ze budzi mój niepokój wylaniajacy sie w Polsce zalezny typ kapitalizmu bez wlasnych kapitalów i bez rodzimych kapitalistów, a wiec swego rodzaju - jak go nazywam - „niekompletny kapitalizm". Powinno byc oczywi-ste, ze jest to gleboki niepokój liberalnego ekonomisty, a nie marksisty, gdyz ten ostatni jest wrogiem zarówno kapitalu jak i kapitalistów, bez róznicy, zarówno wlasnych jak obcych. Nikt poza - wywodzaca sie z liberalizmu - szkola ewolu-cyjna, w której dokladnie miesci sie moje myslenie, z taka pasja nie podjal obrony kapitalizmu, równiez przed komuni-zmem, z jego idea gospodarki bez rynków i wlasnosci. Szcze-gólne zaslugi mial w tym Hayek (1944), wskazujac na prak-tyczna niemoznosc zrealizowania komunistycznego idealu. Schumpeter (1942) dowodzil z kolei, ze nawet gdyby komu-nizm dal sie urzeczywistnic, to niewatpliwie bylby to regres.

Moje okreslenie siebie mianem liberalnego ekonomisty moze zdziwic niektórych zadeklarowanych liberalów w Europie Wschodniej, w tym znaczna czesc polskiego sro-dowiska intelektualnego, gdzie nie wypada byc kims in-nym. Nie zgadzaja sie na zadna, nawet umiarkowana kry-tyke reform ustrojowych. Przeciwnie, egzaltuja sie swym, jak twierdza, wielkim triumfem w budowie kapitalizmu. Ponoc szczesliwie juz zakonczonej w wiekszosci krajów Europy Wschodniej.

Niewykluczone, ze ta róznica w ocenie wynika stad, ze ich liberalizm wywodzi sie nie z ewolucyjnej mysli, ale z nur-tu, który nazywa sie ekonomia neoklasyczna. Wedlug mnie, przyczyny tych rozbieznosci musza byc jednak inne, gdyz na-wet poslugujac sie neoklasycznymi kategoriami nie sposób przeoczyc ulomnosci polskiego „niekompletnego kapitali-zmu". To nie jest wcale sprawa tej czy innej tradycji liberal-nej a raczej ich niecheci do nazywania rzeczy po imieniu.

Liberalizm, w zadnej postaci, nie wyklucza krytycznego spojrzenia na kapitalizm, gdyz ma bardzo wyrazna wizje „dobrych" instytucji. Liberalizm stoi tak samo murem za rynkami, jak i przeciw „zlym" rynkom. Jest tez w pelni swia-dom tego, ze nie kazda wlasnosc prywatna jest z definicji „dobra". Podstawowym kryterium oceny jest stopien wol-nosci gospodarowania, której to wolnosci nie da sie nijak oderwac od swobody zawierania umów i od wlasnosci zaso-bów kapitalu. Liberalizm, w tym szkola ewolucyjna, zaklada, ze wolnosc nie wyczerpuje wymogów wlasciwie rozumianego kapitali-zmu; nalezy do nich tez pewien system moralny. Instytucje, takie jak rynek czy wlasnosc, nie sa bowiem darem natury, ale sa ludzkimi wynalazkami, tworzonymi w zgodzie z obo-wiazujacymi regulami moralnymi. Bedac produktem tych re-gul, otwarte rynki oraz prywatna wlasnosc, czyli kapitalizm, sa tym silniejsze, im solidniejsze sa te moralne podstawy.

Poniewaz zywotnosc kapitalizmu wyrasta z szerokiego zasiegu wlasnosci, zrozumiala jest liberalna - równiez mo-ralna - negacja feudalizmu, w którym kapital - ziemia - byl w rekach niewielu. Stad tez liberalne potepienie komuni-zmu, w którym liczy sie nie tyle wlasnosc ziemi, co raczej kontrola nad maszynami jako kapitalem. W warunkach agrarnego feudalizmu zakres wlasnosci kapitalu ogranicza sie do arystokracji, a w przemyslowym komunizmie do ka-dry partyjnej.

Jednoczesnie, ze wzgledu na taka waska baze posiadania, w obydwu tych systemach sila robocza znajduje sie w sytuacji faktycznego poddanstwa. Z racji ich szczególnej pozycji, tak feudalna arystokracja jak i komunistyczna partia, przypisuja sile robocza do miejsca pracy i narzucaja jej niekorzystne wa-runki wynagrodzenia. A zatem, mamy do czynienia z dwoma swego rodzaju formami poddanstwa, czy ekonomicznej za-leznosci; jedna jest tradycyjna, a druga nowoczesna.

Jesli sie przyjrzec Europie Wschodniej po komunizmie, to rodza sie watpliwosci, czy obecna zmiana ustrojowa to nie jest przypadkiem kolejna, obok komunizmu, nowocze-sna „droga do poddanstwa". Przez zamiane aparatu partii na obcych rezydentów, jako prawie wylacznych dysponen-tów kapitalu, nie poszerza sie waska baza wlasnosci. Nowi wlasciciele, z ich uprzywilejowana pozycja ekonomiczna, dalej moga dyktowac warunki zatrudnienia i wynagrodzenia lokalnej pracy. Komunizm obiecywal wolnosc, ale dal poddanstwo dla ogólu rzadzonych, podobnie jest z polskim postkomunizmem, tyle, ze z jedna kardynalna róznica. A to, dlatego, ze teraz - po utracie tytulu wlasnosci do wiekszosci zasobów -podcieta zostala baza wolnosci tak dla rzadzacych jak i rza-dzonych. Nie chodzi, wiec tylko o to, ze mamy do czynienia z inna droga do poddanstwa. W gre wchodzi, bowiem droga do wiekszego poddanstwa, co nadaje zupelnie inny wymiar klesce reform.

W kontekscie tych przemian wlasnosciowych moze nasu-nac sie jeszcze bardziej zatrwazajaca mysl, mianowicie, ze w „niekompletnym kapitalizmie" nie chodzi juz wcale o rela-cje poddanstwa miedzy dwoma odlamami obywateli narodu polskiego. Tu wchodza w gre relacje miedzy Polakami, wlasci-wie bez wlasnego kapitalu, oraz innymi narodami, które ten kapital w wiekszosci przejely. Istota przemian ustrojowych nie jest, wiec wcale uwolnienie narodu, ale jego zniewolenie.

Prawdziwe znaczenie tych zmian w gospodarce, w jej sy-stemie instytucji, bedzie dopiero w pelni docenione, kiedy chora gospodarka znajdzie juz wyraz w chorej polityce. Z go-spodarka glównie w rekach zagranicznych mozna oczekiwac, ze polityka tez przejdzie w rece zagraniczne, gdyz nie da sie oderwac polityki od gospodarki. Wtedy raczej trudny do ogarniecia fakt pozbawienia narodu jego kapitalu znajdzie juz przelozenie na bardziej namacalny bieg zycia politycznego.

Znajda sie, bowiem partie czy platformy, które przystosu-ja sie do odmienionej rzeczywistosci wiazac swój los z obcym kapitalem. Najlatwiej to przyjdzie tzw. liberalnym osrodkom, których dzialania pozwolily obcemu kapitalowi wykluczyc z gry polski kapital. Majac na mysli wszechobecny obcy ka-pital, wystapia na niby w obronie nieobecnego polskiego ka-pitalu. Dokladniej, w imie nieobecnej polskiej klasy kapitali-stycznej, beda zadac zdlawienia plac polskiej sily roboczej.

CZESC PIERWSZA
WYMYSLONY POSTEP

Przejmowanie fabryk czy banków przez, zagranicznych wla-scicieli jest dzisiaj w swiecie czyms normalnym, ale nie sposób uznac za normalne przejmowanie calej gospodarki jakiegos kra-ju, a tym bardziej za póldarmo. Tak sie niestety stalo w Polsce, gdzie zamiast uratowac dla przyszlych pokolen to, co zostalo z komunizmu - zmarnowano ten spadek.

W zamian za niewy-górowane prowizje, wlasciwie napiwki, decydenci uplynnili ka-pital za ulamek jego prawdziwej wartosci. W ten sposób slaba gospodarczo Polska, cierpiaca na brak kapitalu, zostala w zasa-dzie pozbawiona wlasnego kapitalu. Nikt oczywiscie nie zdemontuje fabryk i banków by wywiezc je za granice. Dla co poniektórych stanowi to wystarczajacy powód, zeby nie martwic sie o przebieg polskiej prywatyzacji. Chyba nie zdaja sobie spra-wy, ze przez wyprzedaz tego majatku w obce rece nastapil maso-wy wywóz legalnych tytulów do przynaleznej im wlasnosci. Tym samym wywieziono prawa do przejmowania zysków, które przynosi sprzedany przez panstwo kapital. Moznaby sie ciagle po-cieszac, ze przez taka wyprzedaz sciagnieto bardziej doswiadczonych kapitalistów z zagranicy. Ale mozna bylo ich zdobyc w in-ny sposób, taki, który nie wykluczylby jednoczesnego stworzenia silnej wlasnej klasy kapitalistycznej. Gdyby obcy kapital naply-nal w formie budowy nowych fabryk czy zakladania nowych banków zagranicznych, Polska tez uzyskalaby dostep do wieksze-go doswiadczenia, jakie reprezentuja zagraniczni wlasciciele. Co wiecej, zamiast wyprzedawac zastany kapital obcym inwestorom uzyskano by dodatkowy kapital, nalezy przypuszczac, ze z tech-nika doskonalsza niz krajowa.

Panstwowy kapital moznaby wte-dy sprzedac rodzacej sie lokalnej klasie kapitalistycznej, zeby ona zadbala o jego niezbedna techniczna modernizacje. Sprzedajac kapital obcym oddano prawo do zysków jako waznej czesci dochodu narodowego, za bardzo marne oplaty oraz bez jakiejs wiekszej nadziei na trwale przyspieszenie produkcji przez jej dy-namiczna modernizacje. Nazwanie tego porazka byloby zbyt la-godne, to jest wlasciwie katastrofa. W ten sposób po komuni-stycznej katastrofie przyszla zaraz postkomunistyczna. Poprze-dnie niepowodzenie gleboko wrylo sie w zbiorowa psychike lu-dzi, ale obecne dopiero zaczyna powoli docierac do swiadomosci
polskiego spoleczenstwa.

 ROZDZIAL PIERWSZY
WYWLASZCZENIE NARODOWE

Wlasciwie zaden wazniejszy aspekt obecnej polskiej transformacji ustrojowej nie zostal dotad poddany jakiejs rzetelnej analizie ekonomicznej, bo jest to niestety prawie calkowicie „niema" transformacja.
Poniewaz znajomosc faktów jest slaba, malo kto sobie uswiadamia, ze skutkiem reform nie jest zwykly kapita-lizm. Jesli przyjac za norme Europe Zachodnia, to stosunki wlasnosciowe w zreformowanej Polsce sa zupelna dewiacja. Ci, którzy to dostrzegaja, sa zwykle zdania, ze Polska nie miala innego wyjscia. Mówia tak zupelnie niepomni, ze to zdyskredytowany dzisiaj marksizm uzasadnial bezsensowne systemowe koncepcje odwolujac sie do przeróznych „histo-rycznych koniecznosci".

Niespelnione zamierzenia

Nie ma kapitalizmu bez prywatnej wlasnosci, wiec refor-my zaczely sie od dylematu, w jaki sposób w prywatne rece przekazac olbrzymi majatek panstwa; czy w drodze roz-dawnictwa obywatelom czy tez przez sprzedaz indywidual-nym inwestorom. Zwolennicy darmowej dystrybucji powoly-wali sie na brak prywatnych oszczednosci, z których mozna by oplacic zakup kapitalu. Na rzecz sprzedazy mial przemawiac fakt, ze tylko w ten sposób majatek trafi w najlepiej przygotowane rece.

Pomysly rozdawnictwa nie znalazly w Polsce wiekszego uznania wsród reformatorów. Wybrano rynkowy, jak sie wy-dawalo, wariant - sprzedazy bezposrednio lub przez tzw. oferte publiczna, czyli gielde. Tym kanalem mialy byc uplyn-niane wieksze obiekty, dla mniejszych otwarto tzw. likwida-cje przez ratalny wykup. Z mysla o stworzeniu warstwy kapi-talistycznej uznano, ze we wszystkich przypadkach glówny strumien akcji zostanie skierowany do inwestorów wewne-trznych.

Chociaz majatek panstwa mial byc sprzedany glównie kra-jowcom, to jednak, gdy ruszyla pierwsza transza, w latach 1990-1992, wiekszosc specjalnie wyselekcjonowanych obiek-tów trafila do zagranicznych wlascicieli. Podobno udzielono tych preferencji zagranicznym inwestorom, zeby przekonac obywateli do inwestycji. Byc moze manewr ten kogos z oby-wateli przekonal, tyle, ze sprzedaz w tym trybie dalej zostala skierowana prawie wylacznie w zagraniczne rece.

Dla scislosci, w latach 1990-1992, w procesie prywatyza-cji pojawily sie tez zalazki duzego krajowego kapitalu, sku-piajace producentów z róznych branz w tzw. holdingi. Nie wynikalo to z preferencji aktualnych wladz, ale raczej bylo konsekwencja procesów, które zaczely sie juz w ostatnim ro-ku rzadów Rakowskiego. Przez jakis czas krajowe holdingi wchlanialy nowe obiekty, ale w koncu same staly sie przedmiotem zagranicznych przejec (nawet tak dynamiczna grupa jak Elektrim).

Pod kontrole zagraniczna przeszly tez w koncu zasoby przekazane w 1995 r. na rzecz tzw. funduszy inwestycyjnych, wprowadzonych jako namiastka powszechnego rozdawnic-twa. Obywatele otrzymali równe certyfikaty, które musieli na-stepnie zamienic na udzialy w jednym z funduszy restruktury-zujacych przydzielone im przedsiebiorstwa. Po dwóch-trzech latach, fundusze skonsolidowaly te udzialy na tyle, by zaczac systematycznie wyprzedawac je zagranicznym inwestorom.

Efekty tej wielotorowej wyprzedazy, jesli chodzi o prze-mysl, daly o sobie znac juz w 1997 r., gdy obcy udzial wyniósl 15 procent. Prawdziwa lawina wyprzedazy ruszyla w roku 1999. Stalo sie tak glównie, dlatego, ze po raz pierwszy wysta-wiono do prywatyzacji sporo obiektów o bardzo duzej skali, polskie giganty. Na skutki nie trzeba bylo dlugo czekac, gdyz pod koniec 1999 r. udzial obcego kapitalu w przemysle prze-kroczyl 40 procent, a w 2000 r. doszedl do 50 procent.

Plany sprzedazy na najblizsze lata sa niemniej ambitne, maja pójsc resztki przejetej przez Francuzów telekomunikacji oraz energetyka, na która ochote maja zwlaszcza Niemcy. Nieprzerwanie szuka sie tez zagranicznych nabywców na hu-ty stali oraz kopalnie wegla. Udzial obcego kapitalu moze calkiem latwo dojsc do 60-70 procent przed rokiem 2003, gdy najprawdopodobniej nie zostanie juz nic waznego do prywatyzacji (moze tylko jeszcze panstwowe koleje).

Jesli chodzi o banki, to na poczatku reform byly one prak-tycznie wylaczone ze sprzedazy dla zagranicy; zmiana nastapi-la dopiero po sprzedazy Banku Slaskiego w 1994 r. W 1997 r., udzial sektora zagranicznego w bankowosci wciaz jeszcze wy-nosil ponizej 20 procent. Ale juz pod koniec 1999 r. kontrola zagraniczna banków, mierzac tzw. aktywami wyniosla 56 pro-cent, a biorac za podstawe obliczen tzw. kapital wlasny -65 procent, a obecnie, czyli w 2001 r., az 75 procent.

Wolniej odbywa sie przejmowanie sektora ubezpieczenio-wego, gdyz dopiero w 1999 r. sprzedano pierwsze udzialy pan-stwowego monopolisty, PZU. Ale, zanim doszlo do tej -wstrzasanej sporami - sprzedazy, udzial zagraniczny juz byl pokazny, przede wszystkim dzieki tworzeniu wlasnych sieci. Mozna szacowac, ze przed sprzedaza ten udzial byl w grani-cach 30 procent, tak, ze po prywatyzacji PZU podniósl sie on do 45 procent, z tym, ze lada moment moze sie dalej podniesc. Podczas gdy w finansach - ubezpieczeniach i bankowosci - pewna czesc obcych udzialów pochodzi z zakladania wla-snych sieci, w przemysle budowa zagranicznych fabryk pod klucz jest minimalna. Nawet w tak dynamicznej dziedzinie jak motoryzacja, powstala tylko jedna sredniej wielkosci wy-twórnia w Gliwicach, General Motors. Glówny producent, wloski Fiat, poprzestal na modernizacji Tych, a zbankruto-wany Daewoo pozostawil na wpól rozgrzebany Zeran.

Owszem, naplynely z zagranicy spore „swieze" inwestycje do Polski, ale glównie w sektorze handlu. Skala ich jest taka, ze gwaltownie rugowana jest lokalna siec handlu detaliczne-go, która przetrwala nawet czasy komunizmu. Jak dotad, za-graniczni inwestorzy interesuja sie glównie supermarketami, które juz w tej chwili zapewniaja im okolo 25 procent calych obrotów. Przy obecnym tempie, handel zostanie niedlugo zdominowany przez zagranice tak jak przemysl czy finanse.

Tlo regionalne

Patrzac na reszte Europy Wschodniej, rzucaja sie w oczy Wegry, najbardziej zaawansowane w wyprzedazy zagra-nicznej. W 1999 r. zagranica miala pod swoja kontrola 70 procent sektora bankowego, czyli cala jego finansowo zdro-wa czesc (Zalacznik 1). W przemysle udzial ten tez byl juz wtedy w 70 procentach zagraniczny, przy czym znowu poza zasiegiem obcych inwestorów znalazly sie zaklady borykaja-ce sie z trudnosciami - utrzymywane przy zyciu przez budzet. Sciezke szybkiej wyprzedazy za granice przyjely tez byle republiki baltyckie, w tym zwlaszcza Estonia, gdzie udzial obcego kapitalu jest bliski 80 procent, tak w przemysle, jak i w bankach.
W innych krajach baltyckich - Lotwie i Litwie - udzial ten w przemysle jest nizszy, ale w sektorze bankowym sytuacja jest podobna (przy czym wiekszosc kapitalu bankowego w tych trzech krajach zostala przejeta przez dwa szwedzkie banki, niedawno zreszta polaczone w jeden bank).

W krajach, w których prywatyzacje oparto na kupono-wym rozdawnictwie, przejmowanie zasobów przez zagranice okazalo sie wolniejsze. Tak sie stalo w Czechach, choc zaso-by przekazane na bezplatny rozdzial obywatelom równaly sie wartosciowo tym wystawionym na sprzedaz. Mimo tych po-czatkowych komplikacji, w 1999 r. obcy kapital kontrolowal 35 procent przemyslu oraz 45 procent bankowosci, gdzie udzial ten nagle podniósl sie do 65 procent w 2001 r.

W Rosji, gdzie przyjeto za wzór czeski program, fabryki oraz banki zostaly przejete glównie przez kierownictwo oraz zalogi, nie zostawiajac nic dla wiekszosci obywateli. Glówna czesc kapitalów zostala nastepnie wyprowadzona by zasilic biznesy krajowych tzw. oligarchów, wywodzacych sie z daw-nej nomenklatury. Oligarchia musiala, choc tylko czesciowo, wesprzec sie na zagranicy ze wzgledu na nielegalny charakter bardzo wielu operacji (np. prania pieniedzy).

Gdy w Rosji wylonil sie swego rodzaju „nomenklaturowy kapitalizm", w Bulgarii czy Rumunii - ale równiez na Ukrai-nie - byla nomenklatura przejsciowo utrzymala kontrole produkcji, ale bez prawa wlasnosci. Slabsza od swych rosyj-skich odpowiedników, nomenklatura takze musiala ulec - od dwóch lat zaczela sie wyprzedaz. W Bulgarii i Rumunii, wiekszosc banków jest juz przejeta przez zagranice, a na Ukrainie, obcy, glównie Rosjanie, wykupuja przemysl, zwla-szcza ciezki.

Szczególnie trudny, jesli chodzi o zagraniczne przejecia okazal sie wariant przyjety w bylej Jugoslawii, gdzie postano-wiono zmienic tzw. samorzadowy model przez sprzedaz ak-cji pracownikom. Widac to w Serbii, gdzie dotad wlasciwie brak obcego kapitalu, a akcje znalazly sie przewaznie w rekach zalóg i dyrekcji. Z kolei, w Slowenii, gdzie prywatyzacja zostala wlasciwie zakonczona, udzial zagranicy w przemysle jest w granicach 15 procent, a w bankach - 10 procent.

Chorwacja oraz Bosnia, stanowia przyklad gdzie zalamal sie ten samorzadowy model. Jesli chodzi
o sama Bosnie, to w wyniku wojny stala sie ona miedzynarodowym protekto-ratem, w ramach, którego dano preferencje zagranicznym nabywcom, glównie w górnictwie. Podobnie stalo sie w Kosowie, a Serbia, jako przedmiot ataku, omal nie podzielila losu swej prowincji. To moze zabrzmiec drastycznie, ale tworzenie protektoratów jawi sie jako alternatywna metoda prywatyzacji.

Najbardziej trudny dla inwestorów zagranicznych okazal sie model Chin, gdzie po prostu nie doszlo do prywatyzacji. Chiny uczynily swoja gospodarke nie mniej prywatna niz Eu-ropa Wschodnia, prawie wylacznie przez zezwolenie wla-snym obywatelom na otwieranie biznesów. Te biznesy okaza-ly sie tak prezne, ze zupelnie przycmily sektor publiczny, który utrzymano w duzym stopniu z pomoca zagraniczna, gdyz glównie tam zezwolono na zagraniczne inwestycje.

Wariant budowy kapitalizmu bez prywatyzacji byl dostep-ny dla Polski jak i dla reszty Europy Wschodniej. Zadne czynniki ekonomiczne teoretycznie nie przemawialy za tym, ze tylko Chiny mogly pójsc ta droga. Na pewno nie ma to nic wspólnego z tym, ze Chiny sa wielkie a Polska, czy inne gospodarki regionu, male. Chetnie uzywaja tego argumentu polscy tzw. liberalowie, choc oczywiscie w ekonomii liberal-nej nie ma osobnych teorii dla malych i duzych gospodarek.

Wysuwa sie tez argument, ze Chiny sa inne, gdyz nie przechodza politycznej transformacji. Ciagle dziala tutaj mo-nopartia, nikt tez o nic nie pyta rzadzonych. Tyle, ze w Euro-pie Wschodniej tez nie doszlo do referendum w sprawie pry-watyzacji, a zwlaszcza wyprzedazy za granice. Co wiecej, w odróznieniu od Polski czy Czech wladze chinskie nie staraly sie narzucic doktrynerskich programów. Mniej demokra-tyczne Chiny wybraly, wiec bardziej demokratyczna droge re-form ekonomicznych.

Reszta swiata

Wychodzac poza swiat bylego komunizmu, mozna zaczac od gospodarki Irlandii, która stanowi ulubiony przyklad tzw. liberalów. Ich zdaniem, wyjatkowo szybko rozwijajaca sie Irlandia to dowód na to, ze strategia wyprzedazy zagranice jest najbardziej racjonalna dla kraju, który, jak Polska, startu-je do kapitalizmu z powaznym opóznieniem. W Irlandii 40 procent kapitalu przemyslowego jest obecnie w rekach zagra-nicznych, a w bankach ten udzial wynosi nawet 50 procent.

Gdyby jednak przyjrzec sie sredniej dla calej Unii Euro-pejskiej, to obraz ten wyglada zupelnie inaczej. Udzial obce-go kapitalu w przemysle nie wykracza poza 15 procent (w Niemczech jest on ponizej 10 procent). W bankach sta-nowi on srednio tylko 13 procent (ale w Austrii - 4 procent, a w Niemczech niewiele wiecej). W Hiszpanii oraz Portuga-lii, bardziej zblizonych gospodarczo do poziomu rozwoju Europy Wschodniej, udzial zagraniczny w bankach wynosi ponizej 15 procent.

Jeszcze wiekszy kontrast mozna dostrzec w niebankowych finansach, jak np. w ubezpieczeniach. W krajach unij-nych w ubezpieczeniach dominuje wlasny kapital, czesto pu-bliczny. W Europie Wschodniej, w tym równiez w Polsce, bez najmniejszych przeszkód wpuszcza sie obcy kapital do tego sektora. Wegry zdolaly juz calkowicie pozbyc sie wlasnych ubezpieczen, a Czechy wlasnie sprzedaly obcemu inwestoro-wi swego panstwowego monopoliste ubezpieczeniowego.

Prawdziwym ewenementem jest rynek emerytalny, który w Europie Zachodniej opiera sie glównie na panstwowych systemach skladkowych. W Europie Wschodniej podobny system zastepowany jest przez tzw. chilijski model, w którym prywatne - otwarte - fundusze emerytalne inwestuja wplaty. Tak sie stalo w Estonii, na Wegrzech, a ostatnio - w Polsce, przy czym we wszystkich przypadkach nowo tworzone fun-dusze sa glównie pod kontrola zagranicznych inwestorów.

Tak wysokiej penetracji gospodarki przez obcy kapital nie tylko nie mozna spotkac w Europie Zachodniej, ale nigdzie prywatyzacja nie zostala skazana na zagranicznych inwesto-rów. Nie zostala skazana z pewnoscia w Austrii, gdzie w trak-cie zaczetej w koncu lat 60-tych masowej prywatyzacji zaden znaczacy zaklad czy bank nie zostal sprzedany zagranicznym nabywcom. Podobnie w Wielkiej Brytanii, na której to przy-kladzie ponoc oparli sie dzielni polscy reformatorzy.

Prawie bez wyjatku, obcy kapital musial budowac obiek-ty i sieci od podstaw, takze w Irlandii, gdzie, jak podalem, obcy udzial wlasnosciowy w bankowosci jest bardzo wysoki, tyle, ze zagraniczne banki powstaly prawie wylacznie z no-wych inwestycji. Stare irlandzkie, w sensie wlasnosci, banki dalej, wiec obracaja glównie lokalnymi oszczednosciami, na-tomiast naplywowe zagraniczne instytucje finansowe pracuja glównie na wkladach, które naplywaja z zagranicy.

W sredniorozwinietej, podobnie jak Polska, Turcji, obcy kapital tez kierowany jest nie na wykup, ale glównie w budo-we nowych obiektów. Przez ostatnich dziesiec lat tureccy in-westorzy nabyli 85 procent prywatyzowanego majatku. Sko-rzystaly zwlaszcza rodzinne konglomeraty, laczace produkcje i sprzedaz z finansami. Daje to im kontrole nad cala gospo-darka do tego stopnia, ze sa w stanie dosyc skutecznie tamo-wac ewentualna inwazje zagranicznego kapitalu.

Jesli chodzi o pozaeuropejskie kraje sredniorozwiniete to sytuacja w Europie Wschodniej rózni sie tez od krajów Azji Wschodniej. W Korei Poludniowej udzial obcego kapitalu w przemysle czy bankach nie przekracza 5 procent. Podobnie jak na Tajwanie, gdzie np. w bankach jest 4 procent ob-cego kapitalu, a blisko 60 procent nalezy ciagle do panstwa. W Malezji rola obcego kapitalu w bankach jest wieksza - na poziomie 17 procent, a najwyzsza chyba na Filipinach -35 procent.

Trendy, widoczne w Europie Wschodniej, sa natomiast bardzo zblizone do zmian w Ameryce Lacinskiej, gdzie od lat trwa masowa prywatyzacja, w tym w bankowosci. Np. w Brazylii, w wyniku prywatyzacji, obcy udzial wynosi na ra-zie 15 procent, ale rosnie; w Meksyku jest on bliski 35 pro-cent, podobnie zreszta jak w Chile. W Argentynie odpowie-dni udzial osiagnal juz 40 procent, a w Wenezueli, ostatnio, zaledwie po dwóch latach prywatyzacji banków, az 55 pro-cent.

Silne podobienstwa mozna tez znalezc w sferze ubezpieczeniowej, oraz w dziedzinie emerytur. Dotyczy to zwlaszcza Chile, gdzie 50-60 procent zasobów funduszy jest kontrolo-wane przez zagranicznych udzialowców, przy czym narzuty za obsluge premii siegaja 25 procent. Zagraniczny kapital ma kontrole nad 30 procentami rynku emerytalnego w Ameryce Lacinskiej (wiekszosc tych srodków pozostaje przy tym w ge-stii jednego banku amerykanskiego, czyli Citibanku).

Wybierajac sprzedaz wiekszosci wlasnych kapitalów zagranicznym inwestorom, Polska nie zblizyla sie bynajmniej do Europy Zachodniej, choc taki byl zamiar. Weszla nato-miast na droge, na której znalazly sie kraje Ameryki Lacin-skiej, gdzie, jak widac, prywatyzacja - choc wolniej - prowa-dzi glównie do obcych przejec. W ten sposób, mozna powie-dziec, nastepuje nie tyle oczekiwana „europeizacja" polskie-go kapitalizmu, ale jego swoista „latynizacja".

Podsumowanie

Obraz, który sie wylania z miedzynarodowych porównan podwaza rozpowszechniony poglad, ze Polska przyjela jedyna dostepna droge zmian wlasnosciowych. To, co sie sta-lo nie bylo zadna historyczna koniecznoscia w tym sensie, ze zadne teoretyczne rozwiazanie z wyjatkiem przyspieszonej, masowej prywatyzacji opartej na wyprzedazy wiekszosci ma-jatku za granice nie dawalo nadziei na stworzenie dynamicz-nej gospodarki, w której rosnie ogólny dobrobyt.

Na to, ze ten szeroko przyjety poglad jest mitem - nazwij-my go mitem nieuchronnosci - wskazuje chociazby fakt, ze wsród bylych komunistycznych krajów Slowenia, zamiast prywatyzacyjnego wynarodowienia, wybrala wariant narodo-wej prywatyzacji. Choc zwolennicy masowej wyprzedazy ma-jatku za granice bardzo krzywia sie na porównania z China-mi, przyklad budujacych kapitalizm Chin równiez dowodzi, ze, chocby teoretycznie, istnial jeszcze inny wybór.

Jedyny wspólczesny model budowy kapitalizmu, który sie naprawde sprawdzil wsród sredniorozwinietych krajów przy-jela dotad Azja Wschodnia. W zadnym zas razie Ameryka Lacinska, która przesladuja niepowodzenia. To, ze w Azji Wschodniej kapital pozostal wlasny a w Ameryce Lacinskiej wlasnie trwa jego radykalna wyprzedaz na rzecz zagranicy, moze sugerowac, ze przyjmujac „latynoski" wariant, Polska zeszla byc moze na prawdziwe gospodarcze bezdroza.

Ta „latynoska" sciezka reform nie moze byc dla Polski optymalna, nawet gdyby przyjac, ze to jest przejsciowa faza, w której spoleczenstwo ma sie nauczyc kapitalizmu od ob-cych. Trudno jest bowiem zrozumiec jak ma sie ono nauczyc byc kapitalistami bez wlasnego kapitalu, czy to nie jest jak lekcja plywania bez wody. Wyglada, wiec na to, ze nie chodzi o jakas faze przejsciowa, ale raczej o bardzo trwala sytuacje. I jako taka trzeba tez ja chyba dzisiaj oceniac.

 ROZDZIAL DRUGI
SPRZENIEWIERZONY MAJATEK

Wielu ekonomistów nalegalo, aby majatek panstwa rozdac równo obywatelom, którzy go stworzyli, ale zamiast tego, niejako w imieniu obywateli, panstwo w istocie rozdalo caly ten majatek cudzoziemcom.
Skoro zagranicy sprzedawany jest wspólnie wytworzony majatek, jego wycena powinna byc znana publicznie, ale nie jest. Ciagle malo, kogo ten fakt oburza, gdyz przyjal sie poglad, ze komunizm zostawil zlom. Cena nie jest wazna, wazne jest to, by malo warte fabryki i banki oddac w dobre rece. Bez wzgledu na to, jaka jest prawda, nalezy jednak zba-dac jak wyceniono narodowy majatek. Poniewaz chodzi o zbiorowe wywlaszczenie, kalkulacje te nazywam „rachun-kiem wywlaszczenia".

Szok cenowy

Proponuje zaczac od zapoznania sie z przychodem za sprzedany majatek panstwa, bo takie dane sa latwo do-stepne z budzetu panstwa. Za caly okres 1990-1999, gdy sprzedano mniej wiecej polowe sektora przemyslowo-bankowego, wplynelo okolo 9-11,5 miliardów dolarów. Nalezy, wiec przyjac, ze w momencie zakonczenia procesu prywaty-zacji, powiedzmy w roku 2004, przychód z prywatyzacji w najlepszym razie ulegnie podwojeniu do lacznej sumy rów-nej 18-23 miliardów dolarów.

Mozna by powiekszyc strone wplywów, gdyz zagraniczni inwestorzy pozyskuja kapital nie tylko od panstwa, ale tez z zakupów gieldowych, czy z zamiany dlugów. Nalezaloby wtedy jednak odjac koncesje panstwa na rzecz obcych na-bywców (np. ulgi podatkowe, czy wylaczenia celne). Nikt nigdy nie zadal sobie trudu, zeby wyszacowac wartosc tych zachet finansowych, choc nie mozna wykluczyc, ze moga one z uplywem lat dorównac wplywom ze sprzedazy majatku za-granicy.

Trzymajmy sie jednak tej sumy 18-23 miliardów, która zostanie uzyskana z wyprzedazy, i zastanówmy sie czy suma ta moze byc adekwatna do wartosci kapitalu. Poniewaz kapi-tal powstaje z nieskonsumowanej czesci dochodu narodowe-go, czyli z oszczednosci, najlepiej jest porównac ten przy-chód z rocznymi oszczednosciami. Stanowia one 20 procent dochodu narodowego, np. w 1998 r., przy dochodzie ok. 160 miliardów dolarów, wyniosly 32 miliardy dolarów.

Wynikaloby stad, ze polski majatek sprzedawany jest za mniej niz roczne oszczednosci. Przy takiej cenie, Polacy mo-gliby kupic swój dotad „wlasny" kapital stosunkowo malym wysilkiem, bo roczne oszczedzanie 20 procent dochodów to nie jest nieslychane wyrzeczenie. Zeby te oszczednosci trafi-ly do faktycznych nabywców kapitalu, potrzebne byloby po-srednictwo banków, ale nawet niewydolne banki, moglyby z pewnoscia zrobic to wszystko w ciagu - powiedzmy -dwóch, trzech lat.

Gdyby ktos mial nadal watpliwosci, ze majatek sprzeda-wany jest za smiesznie niskie ceny proponuje, zeby sie zasta-nowil co by bylo gdyby np. Austria zaoferowala swoje banki i fabryki Polsce za ekwiwalent swoich rocznych oszczedno-sci. Skoro jej gospodarka jest dwa razy wieksza od polskiej, Polska moglaby, na polskich warunkach, za swoje dwuletnie oszczednosci, wykupic austriacki przemysl i banki, przy czym, nie bylby to juz jakis ewentualny komunistyczny szmelc. Powyzsza operacja bylaby absurdalna, gdyz przy wla-sciwej - rynkowej - wycenie, nie mozna by kupic Polskich banków/fabryk za roczne oszczednosci, ani tych w Austrii za dwuletnie. Stworzenie kapitalu, w kazdym przypadku, wy-magalo wykorzystania wieloletnich oszczednosci. Gdyby przyjac, ze zbudowanie polskiego kapitalu wymagalo inwe-stowania narodowych oszczednosci przez dziesiec lat, to wypadloby, ze jest on sprzedawany za 10 procent prawdziwej wartosci.

To wyliczenie, choc przyblizone, wlasciwie powinno wy-starczyc, ale mozna siegnac do innej - bardziej dokladnej -metody, przez wykorzystanie koncepcji tzw. wspólczynnika kapitalochlonnosci. Okresla on liczbe jednostek kapitalu niezbedna do wytworzenia jednej jednostki dochodu narodowego rocznie. W przemysle z reguly wynosi on trzy lub cztery, czyli ze potrzeba trzech badz czterech dolarów kapi-talu, by rocznie wytworzyc jednego dolara dochodu naro-dowego.

Przyjmijmy, ze wspólczynnik kapitalochlonnosci w ban-kowosci jest taki jak w przemysle, oraz, ze te dwa sektory daja polowe rocznego dochodu Polski, a wiec polowe 160 miliardów dolarów, czyli 80 miliardów dolarów. Gdyby przy-jac wspólczynnik równy 3/1, wtedy, by rocznie wyproduko-wac taka wartosc, sektory te musialyby dysponowac majat-kiem wartym trzy razy wiecej, czyli 240 miliardów dolarów, albo 360 miliardów dolarów, gdyby przyjac wspólczynnik 4/1 (Zalacznik 2).Chcialbym tutaj przypomniec, ze identyczne zalozenia przyjeli Niemcy Zachodni, kiedy zabrali sie do prywatyzacji majatku Niemiec Wschodnich. Stosujac wspólczynnik 3/1 ustali, ze pozostawiony przez komunizm zasób wart byl 320 miliardów dolarów, czyli zblizony byl do tego, który wyliczy-lem dla Polski. Ma to sens, gdyz dochód narodowy obu go- spodarek, mimo duzej róznicy w poziomie ich populacji, byl bardzo zblizony w momencie, gdy upadal w nich system komunizmu.

W kontekscie mojej analizy calkiem jalowe jest zastana-wianie sie, w jakim stopniu majatek Polski, czy Niemiec Wschodnich, byl fizycznie zuzyty. Faktem jest, ze zwlaszcza w Polsce, w wyniku zalamania inwestycyjnego w koncówce komunizmu, kapital trwaly - w tym maszyny - byl bardzo zuzyty fizycznie. Zastosowany tutaj wspólczynnik wartosci kapitalu przypadajacy na jednostke dochodu narodowego, odnosi sie jednakowoz nie do zuzytego, ale do niezuzytego kapitalu.

Teraz mozna juz blizej ustalic, jaki okres oszczedzania byl niezbedny dla stworzenia kapitalu, który zostawil komu-nizm. Wystarczy podzielic faktyczna wartosc kapitalu, 240-360 miliardów dolarów przez roczne oszczednosci wy-noszace 32 miliardy dolarów. Wypada, ze taki zasób kapita-lu wymagalaby 7,5 albo nawet 11 lat oszczedzania. Wynika-loby wiec stad, ze kapital polskich banków i fabryk idzie za granice za okolo 9-12 procent jego faktycznej wartosci.

Wieczny wyciek

Nie wystarczy zbadac sam sposób wyceny sprzedawane-go majatku, gdyz ze sprzedaza wiaze sie jednoczesnie przekazanie tytulu do wywozu dochodów z kapitalu. Ci, którym nie przeszkadza wyprzedaz dowodza, ze taki wywóz jest nierealny, gdyz inwestorzy beda reinwestowac dochody. Ale nawet gdyby gospodarka byla wyjatkowo atrakcyjna, odplyw taki jest nieunikniony, gdyz w realnym swiecie pienia-dze inwestuje sie nie po to zeby inwestowac, ale takze zeby konsumowac.

Aby rachunek wywlaszczenia byl pelny nalezaloby uwzglednic odplyw glównej formy dochodów z kapitalu -zysków, jak równiez tzw. rent, które powstaja, gdy rynki sa niedoskonale. Prawda jest, bowiem taka, ze choc rynki za-stapily plany, zachowana zostala ogromna monopolizacja gospodarki. Zagraniczni inwestorzy nabyli nie tylko pan-stwowy kapital, ale przejeli jednoczesnie pozycje monopoli-styczne, oraz zwiazane z nimi renty, które nalezaly kiedys do partii/panstwa.

Panstwo, jako druga obok rynku glówna instytucja, tez jest niedoskonale, otwierajac kolejne mozliwosci osiagania rent. Dowodem na obecnosc tych, nazwijmy je, panstwo-wych rent moze byc dopiero, co przeprowadzona analiza zdyskontowanej sprzedazy majatku zagranicznym inwesto-rom. Albowiem, gdyby sie blizej zastanowic, finansowe ko-rzysci, jakie zagraniczni nabywcy odniesli na skutek pan-stwowego „upustu" cenowego, to tez rodzaj monopolistycz-nej renty.

W ostatecznym rachunku zródlem rent - czy to rynko-wych, czy panstwowych - sa place. W przypadku tych ryn-kowych, place sa np. drenowane przez wygórowane ceny narzucane przez monopolistów. W przypadku rent panstwo-wych równiez cierpia place, gdyz nie placac podatków, badz zawyzajac koszty wykonawstwa w ramach zamówien rzado-wych, ci sami monopolisci uszczuplaja srodki na uzupelnie-nie plac (np. w formie bezplatnego lecznictwa, czy ogólne-go szkolnictwa).

Poniewaz nie mozna liczyc na to, ze zyski/renty beda sta-le reinwestowane w kraju, panstwo mogloby próbowac za-blokowac odplyw dochodów za granice. To prawda, ze ist-nieje taka teoretyczna mozliwosc, gdyz zagraniczne firmy ze wzgledu na swa lokalizacje podlegaja miejscowej legislacji. Ale przeciez nie mozna traktowac tej mozliwosci serio, gdy panstwo wlasnie dowiodlo póldarmowa sprzedaza majatku, ze wcale nie liczy sie z potrzebami narodowej gospodarki.

Zreszta dominujaca pozycja obcego kapitalu pozwala mu na „szantaz gospodarczy" panstwa, a na dodatek kapital ten jest bardzo trudny do kontrolowania. Z latwoscia moze on wyprowadzac swoje zyski/renty chocby przez manipulacje w handlu zagranicznym, który juz dzisiaj jest w 2/3 w obcych rekach. Robi sie to przez tzw. ceny transferowe (zawyzajac ceny swych dostaw importowych z wlasnych filii oraz zaniza-jac ceny opartego o ten przywóz eksportu do tychze filii).

Inna mozliwosc niewidzialnego wywozu stwarzaja zagra-niczne banki. Ze wzgledu na ciagle bardzo „drogi" krajowy kredyt, banki te przechwytuja zyski/renty z reszty gospodar-ki. Stad moze fakt, ze w ostatnich latach realna wartosc giel-dowa spólek przemyslowych malala, a bankowych rosla. Wy-wóz tych przychodów jest mozliwy przez ukartowane trans-akcje miedzy polskimi a zagranicznymi bankami-matkami, wykazujacymi zawyzone, albo nieistniejace, koszty wlasne.

Zeby sie zorientowac, o jakim wycieku mówimy, mozna przyjac, ze czyste zyski to 10 procent dochodu narodowego. Skoro banki i przemysl daja polowe dochodu, przypada na nie polowa zysków, czyli 5 procent dochodu narodowego. Zagraniczni inwestorzy zdobyli tytul do tych 5 procent, a wraz z rentami moze lacznie nawet do 10 procent. Przy 160 miliardach dolarów dochodu narodowego, chodzi o po-tencjalna sume rzedu 16 miliardów dolarów - sume rosnaca wraz z gospodarka.

Juz dzisiaj, w polowie drogi do pelnej wyprzedazy, dre-naz zysków z Polski (nie uwzgledniajac rent) mozna szaco-wac na 2-3 miliardy dolarów (Rutkowski 2001). Jest to bar-dzo realistyczna ocena, gdyz na Wegrzech, z jedna trzecia polskiego dochodu narodowego, w 1998 r. z tytulu repatriacji dochodów z zagranicznego kapitalu, bilans platniczy po-gorszyl sie o 1.5 miliarda dolarów. W zwiazku z tym, rzad wegierski zostal zmuszony do zaciagania kredytów, oczywi-scie zagranicznych.

Ten odplyw zysków/rent jest przy tym jednokierunkowy, gdyz Polska, podobnie jak Wegry, nie tworzy za granica wiek-szych zasobów kapitalowych. W 1998 r. Europa Wschodnia wydala zaledwie 1/4 miliardów dolarów na zakup kapitalu za-granica, oczywiscie bez zadnego dyskonta. To jest nic w relacji do sprzedazy, gdyz w tymze roku region sprzedal kapital wart 54-63 miliardy dolarów ze srednim dyskontem na poziomie dziewiecdziesiat procent za ok. 5-6 miliardów dolarów.

Zupelnie inna jest sytuacja w Europie Zachodniej, gdzie nawet slabiej rozwinieta Hiszpania zaczela wlasnie wykazy-wac dodatni bilans kapitalowy, glównie przez inwestycje w Ameryce Lacinskiej. Niedawno sprywatyzowana hiszpan-ska Telefonica przystapila tam do akwizycji za 27 miliardów dolarów. Za ta sume moglaby ona „kupic" Polske, choc cho-dzi tylko o jedna firme, której biznes nie tak dawno byl tyl-ko pare razy wiekszy od jej prywatyzowanego polskiego od-powiednika.

Jalowa machinacja

Zeby dokonczyc „rachunek wywlaszczenia", nalezaloby sie jeszcze zastanowic, czy w zamian za wyzbycie sie zy-sków/rent Polska skorzysta z wyzszej wydajnosci kapitalu. Mozna zalozyc, ze zagraniczni kapitalisci sa lepiej przygoto-wani do uzytkowania kapitalu. Ale po to, zeby wyprzedaz miala sens, te ewentualne korzysci w formie wyzszej wydaj-nosci musialyby dac efekt produkcyjny wiekszy od lacznych strat na darmowej wyprzedazy kapitalu oraz rocznym drenazu zysków/rent.

Pobiezna analiza sugeruje, ze jest malo prawdopodobne, zeby korzysci z wydajnosci usprawiedliwily masowa wyprze-daz obcym, gdyz nie widac jakiegos skoku w inwestycjach. Tylko wtedy jednak moglaby nastapic niezbedna poprawa wydajnosci, gdyz lepsza technike wdraza sie glównie przez inwestycje. Nie widac tez, zeby inwestycje szly do dziedzin, gdzie koncentruja sie zmiany techniczne; odwrotnie czesto ma miejsce likwidacja nowoczesnych dziedzin produkcji, np. elektroniki.

Kto wie, czy wejscie obcego kapitalu nie doprowadzi do trwalego cofniecia technicznego, gdyz malejacy wysilek in-westycyjny prowadzi do upadku tzw. zaplecza badawczego. Gwaltownie spadla liczba naukowców oraz wysokosc nakla-dów, czego wyrazem jest spadek liczby krajowych patentów. Liczba zgloszonych do opatentowania wynalazków spadla z 4100 w 1990 r. do 2800 w 1995 r., o jedna trzecia (na Wegrzech ta liczba spadla w 1990-1995 z 2300 do 1100, czyli o ponad polowe).

Dobitny jest przyklad ABB (Hofheinz 1994), która ku-pila 58 fabryk silników w Europie Wschodniej, w tym pra-wie wszystko, co mialy Polska i Czechy. Nie odnowiono produkcji, wystarczyla reorganizacja, na która wydano -glównie w formie wynagrodzen dla wlasnych kierowników - 300 milionów dolarów, czyli ok. 20 milionów dolarów na jedna nabyta fabryke. Polski potentat Zamech, byly rywal, stal sie podrzedna baza, prawie bez samodzielnych linii produkcyjnych.

Te informacje to oczywiscie zbyt malo, zeby formulowac solidne wnioski na temat efektów wyprzedazy majatku, za-cznijmy wiec kolejny etap „rachunku wywlaszczenia". Mia-nowicie, spróbujmy ustalic, gdzie znalazlaby sie gospodarka, gdyby w ogóle nie doszlo do prywatyzacji a utrzymalby sie trend w produkcji widoczny w koncówce komunizmu, czyli za Jaruzelskiego, pozostawiajac na boku kwestie ewentualnych róznic w strukturze produkcji (tj. jakosci i asortymentu wyrobów).

Dla polskich tzw. liberalów takie sieganie do przeszlosci jest nie do pomyslenia, gdyz ich zdaniem gdyby nie ostatnie reformy rynkowe, nastapilby w Polsce istny koniec swiata. Nie ma jednak dowodu na to, ze grozila apokalipsa. Z pew-noscia produkcja moglaby dalej rosnac 4 procent jak w la-tach 1983-1989. Przyjmujac 4 procent, zaczynajac od punk-tu gdy gospodarka dzwignela sie juz z kryzysu lat 1990-1992, wpadloby, ze w 2004 r. dochód narodowy wy-nióslby okolo 190 miliardów dolarów. A gdzie bylaby Polska, gdyby nic nie stracila na sprzedazy majatku z 90-procento-wym dyskontem. Przyjmujac za podstawe 240 miliardów do-larów faktycznej wartosci kapitalu, ta strata wynosi 216 mi-liardów dolarów. Gdyby cala ta suma zostala zainwestowana, przy wspólczynniku kapitalochlonnosci 3/1, dochód narodowy podnióslby sie o jedna trzecia, czyli o okolo 72 miliardy dolarów. Mielibysmy, wiec w 2004 r. nie 190 ale raczej 262 miliardów dolarów dochodu narodowego.

Wyzsza wydajnosc musialaby, wiec zapewnic przynaj-mniej ten sam poziomu dochodu narodowego, a takze do-datkowy przyrost wyrównujacy coroczny wyciek za granice zysków/rent. Gdyby przyjac, ze wyciek stanowi 10 procent wartosci calego dochodu narodowego, wtedy dodatkowy przyrost dochodu narodowego musialby wyniesc okolo 26 miliardów dolarów, dajac koncowy poziom wymaganego do-chodu narodowego w 2004 r. równy 262 + 26, czyli 288 miliardów dolarów.

Mozna teraz latwo sprawdzic, czy Polska znajdzie sie na takim poziomie rozwoju w 2004 r., kiedy zakonczy sie juz proces prywatyzacji. W tym celu zalózmy optymistycznie, ze w okresie 1999-2004 r. gospodarka rosnie nie 4 ale 5 pro-cent rocznie, czyli wiecej niz w ostatnich dwóch latach. Przy takim tempie dochód narodowy osiagnie tylko 210 miliardów dolarów, zabraknie wiec 78 miliardów dolarów by po-kryc straty z wyprzedazy oraz wyrównac drenaz zysków/rent.

Ale nie mozna wykluczyc, ze 5 procent stopy wzrostu to zbyt optymistyczne zalozenie, albowiem sa dowody, ze go-spodarka wlasnie weszla w kolejny kryzys, drugi po tym z lat 1990-1992. Obym byl zlym prorokiem, ale jezeli w kolejnym kryzysie - tez dziela Balcerowicza - produkcja spadnie na-wet nie 20 procent jak w latach 1990-1992 ale 10 procent, wtedy Polska w 2004 r. osiagnie tylko 190 miliardów dola-rów, czyli tyle ile mialaby bez póldarmowej wyprzedazy swe-go majatku za granice.

Niewiele, wiec trzeba, zeby sie okazalo, ze tzw. liberalowie zaordynowali Polsce program budowy kapitalizmu, który nie da im zadnej namacalnej poprawy poziomu zycia w porów-naniu z rozwojem bez reform, natomiast zostawi spoleczen-stwo bez wypracowanego przez cale pokolenia kapitalu. Nie pozostaloby wtedy nic innego do powiedzenia niz to, ze ten program polega na wywlaszczeniu narodu z kapitalu bez zadnej rekompensaty, lub prosciej - na jego konfiskacie.

Podsumowanie

Mozna teraz wykazac bezzasadnosc kolejnej potocznej opinii dotyczacej reform ustrojowych, gloszacej jakoby Polacy musieli oddac majatek narodowy za bezcen w obce rece, gdyz nie bylo ich stac na jego wykupienie. Skoro jednak Polacy stworzyli ten majatek to nie powinni miec problemu, zeby przy odpowiedniej polityce prywatyzacji, wykupic go sa-memu. Nie mieli natomiast szansy na wykupienie wielokrot-nie wiekszego majatku trwalego Austrii, gdyz go przeciez nie zbudowali.

Jakze obludne jest mówienie o finansowej niemoznosci Polaków, w swietle tego, ze majatek przemyslu i banków zostal sprzedany za jedna dziesiata jego aktualnej wartosci. Na to, zeby wykupic majatek po pelnych cenach Polacy potrze-bowaliby sporo czasu, ale na tak nisko wyceniony majatek, wystarczylyby roczne oszczednosci spoleczenstwa. Nie jest prawda, ze zostawiony przez komunistów kapital byl nic nie wart, prawda jest, ze on zostal sprzedany za bezcen, tyle, ze nie Polakom.

Prawdziwa „nedza" transformacji wychodzi na jaw, gdy zrozumiemy, ze sprzedajac za nic, reformatorzy stracili srod-ki na pomnozenie narodowego kapitalu. Przy ekwiwalentnej sprzedazy, za kazdy stary obiekt mozna by postawic dokla-dnie drugi tak samo stary, tak, ze majatek by sie podwoil. Wtedy nie musialoby dojsc do utraty kontroli nad majatkiem narodowym, gdyz jedno poszloby do obcych a drugie trafi-loby do lokalnych wlascicieli, wiec podzial bylby pól-na-pól.

Dopiero teraz, gdy Polska nie ma wlasnego majatku, po-jawia sie prawdziwy problem, jak lokalni inwestorzy maja zakumulowac kapital, zwlaszcza ten wiekszej skali. Trudno to bedzie zrobic bez zysków, zwlaszcza, ze zagraniczni wla-sciciele nie wpadna na pomysl, zeby zaproponowac od-sprzedaz banków i fabryk, skad pochodza zyski, za jedna dziesiata wartosci. Wymyslona przez tzw. liberalów niewy-dolnosc finansowa Polaków po komunizmie, jedynie teraz staje sie faktem.

 ROZDZIAL TRZECI
NIEKOMPLETNY KAPITALIZM

Odejscie od komunizmu dokonalo sie glównie w sferze jezykowej, czy w wyobrazni, poniewaz tak naprawde reformy ustrojowe pozostawily pewne glówne defekty komunizmu nietkniete. To, ze w wyniku nieudolnych reform zamieniono w Polsce zwyrodnialy komunizm na kapitalizm w jego absolutnie wynaturzonej wersji mozna najlepiej zrozumiec porównujac nowy system nie tyle z sytuacja w ustabilizowanych krajach ka-pitalistycznych, co z powalonym wlasnie komunizmem. A to, dlatego, ze komunizm stanowi bezsporne wynaturzenie, wiec mozna by sie spodziewac, ze jako wynaturzenie, „niekomplet-ny kapitalizm" musi miec z nim raczej wiele wspólnego.

Patologia spoleczna

Nie od dzisiaj odczuwam gleboki niepokój jesli chodzi o przebieg zmian ustrojowych w Polsce.
Od samego za-rania reform znalazlem sie w gronie tych amerykanskich eko-nomistów, jak np. Murrell (1992), którzy z wielka rezerwa patrzyli na rozwój wydarzen. W tej poczatkowej fazie przedmiotem naszych watpliwosci byla skrajnosc „terapii szokowej". Swym radykalizmem zbytnio przypominala ko-munistyczne kampanie szturmowe, nie wrózac tym samym nic dobrego dla losów gospodarki.

Tak tez sie stalo, gdyz w wyniku zbyt gwaltownych posu-niec polska gospodarka wpadla od razu w gleboka recesje gospodarcza. Ale recesje sa krótkotrwale, przychodzi po nich rozwój, natomiast instytucje spoleczne, gdy powstana to la-two nie odchodza, w kazdym razie nie bez silnego oporu. Debata nad recesja przeslonila niestety wazniejszy fakt, ze od pierwszej chwili reformy zaczely rodzic chory kapitalizm, przekreslajac szanse na prezny rozwój na dluzsza mete.

Kiedy zaczela sie transformacja, wygladalo na to, ze refor-my zapewnia wdrozenie jakiegos wypróbowanego od dawna wariantu kapitalizmu. Wiecej, wygladalo na to, ze reformato-rzy maja calkowicie wolny wybór jesli chodzi o konkretna forme kapitalizmu. Zastanawiano sie, wiec, czy wybrac model tzw. anglosaski, gdzie rola panstwa jest bardzo ograniczona, czy raczej tzw. kontynentalny model kapitalizmu, gdzie pan-stwo jest bardzo aktywne, jak np. w Niemczech czy Francji.

W pierwszym roku transformacji sam zaczalem powaznie rozwazac najbardziej prawdopodobny kierunek przemian ustrojowych w Polsce. Zalozylem wtedy kilka mozliwych roz-wiazan, nawet taka ewentualnosc, ze zaden z wypróbowa-nych wariantów kapitalizmu nie musi byc wcale wprowadzo-ny. Uznalem, ze skoro nie tak dawno „przytrafil" sie Europie Wschodniej taki grozny „niewypal" jak komunizm, nie moz-na wykluczyc, ze znowu cos moze nie wypalic.

Jednym z niepozadanych wariantów bylby tzw. kapitalizm polityczny, w którym wladza uzywana jest do zdobycia pry-watnej kontroli nad publicznym kapitalem. W ten sposób nastapiloby automatyczne uwlaszczenie bylej nomenklatury, niejako na wzór wielu krajów, które doszly do kapitalizmu z pominieciem komunizmu (np. we Wloszech po ich poli-tycznej unifikacji albo jeszcze wyrazniej w Turcji czy w Male-zji, gdzie korpus oficerski zasilil szeregi kapitalistów).

Innym patologicznym wariantem, który nalezalo brac pod uwage bylby kapitalizm, w którym majatek panstwa jest przejmowany glównie przez zagranicznych inwestorów. Wbrew deklaracjom na temat przescigania rozwinietego ka-pitalizmu, rzady komunistyczne nie wydobyly wschodnioeu-ropejskich krajów ze stanu ogólnego zacofania, w jakim w niego weszly. A, jak wiadomo, w zacofanych krajach znacz-na czesc czynnego kapitalu, znajduje sie z reguly w rekach zagranicznych.

Dzisiaj widac, ze transformacja nie odbywa sie glównie droga politycznego kapitalizmu, gdyz kapital narodowy przejmowany jest nie przez byle czy nawet nowe elity wladzy, ale przede wszystkim przez zagranicznych inwestorów. Transformacja wepchnela region na droge tzw. zaleznego ka-pitalizmu, jak to czesto ma miejsce wlasnie w krajach zaco-fanych. Tyle, ze w zacofanej gospodarczo Europie Wscho-dniej w gre wchodzi zagraniczna dominacja na zupelnie wy-jatkowa w historii skale.

Upajajac sie samym faktem upowszechnienia prywatnej wlasnosci kregi, tzw. liberalne twierdza, ze w Polsce rodzi sie system, który byc moze odbiega od normy, od tego, co ma miejsce np. w Europie Zachodniej, ale nie jest bynajmniej wynaturzeniem. Odwrotnie, buduje sie w Polsce „najwyzszy etap kapitalizmu", czyli kapitalizm globalny, gdzie kapital jest rozproszony i anonimowy. W tej sytuacji wszelkie narze-kanie na brak wlasnych kapitalów jest dowodem niezrozu-mienia nowych czasów.

Opinia, ze powstaje „najwyzszy etap kapitalizmu", to zwykle nieporozumienie, zapozyczone z marksowskiej idei internacjonalizmu. To marksowski internacjonalizm poli-tyczny zaklada zanik odrebnych narodów oraz narodowych interesów. W tej fikcji, beznarodowi robotnicy - proletariu-sze - lacza sie ponad glowami kapitalistów. W nowej fikcji, w której chodzi raczej o gospodarczy internacjonalizm, la-cza sie natomiast beznarodowi kapitalisci, nad glowami ro-botników.

Zamiast spekulowac na temat tego, czy polskie reformy wydaly „najwyzszy etap kapitalizmu", lepiej jest zastanowic sie czy tworzac kapitalizm bez rodzimych kapitalistów nie za-chowano glównej cechy komunizmu. Ta cecha jest nie tyle li-kwidacja prywatnej wlasnosci na rzecz publicznej, ale stwo-rzenie nowej struktury spolecznej. Z eliminacja prywatnej wlasnosci nastapila rzecz wazniejsza - usuniecie klasy kapi-talistycznej, zwlaszcza tej z pokaznymi zasobami kapitalu.

Jezeli uznac spoleczna strukture komunizmu za patolo-gie, to rodzacy sie obecnie porzadek tez niestety stanowi pa-tologie. W wyniku oddania wiekszosci kapitalu nie odradza sie, bowiem zniszczona przez komunizm burzuazja. Mimo niewatpliwego nawalu reform, pozostala w Polsce splaszczo-na - niekompletna - struktura spoleczna z powalonego ko-munizmu. Pojawia sie sladowy drobny kapital, ale jego obe-cnosc nie stanowi istoty kapitalizmu, gdyz taki istnial nawet w ustroju feudalnym.

Dalszy regres

Podstawowa cecha komunistycznej patologii zostala w gruncie rzeczy nie tylko utrwalona ale i poglebiona. Na pierwszy rzut oka mogloby sie wydawac niemozliwe, zeby kapitalizm, jako „naturalny" lad, który jednostki niejako tworza same z siebie, mógl wyostrzyc patologie komunizmu. W istocie rzeczy, kapitalizm w jego najlepszej wersji bez-sprzecznie góruje nad komunizmem w swej najlepszej for-mie, ale nie jest juz tak bezsporne, ze nawet w swej calkowicie wypaczonej wersji kapitalizm bezapelacyjnie góruje nad kazda forma komunizmu.
Tak jest w przypadku polskiego „niekompletnego", czy „bezklasowego" kapitalizmu, gdyz dokonane wlasnie prze-kazanie wiekszosci kapitalu zagranicy wprowadza wazna zmiane w zastanych relacjach wlasnosci. Zeby jednak uchwycic ten aspekt transformacji, nalezaloby ustalic, kto za komunizmu sprawowal wladze nad kapitalem, bo jak byl kapital, to musial przeciez do kogos nalezec, przynajmniej w sensie prawa decydowania o sposobie jego wykorzystania w produkcji.
Formalnie wlasnosc kapitalu w komunizmie byla pu-bliczna, ale faktycznie znajdowala sie w gestii partii, co za-pewnial monopol wladzy politycznej. Partia byla, wiec jedy-nym najemca a spoleczenstwo podporzadkowana sila robo-cza. Nie nalezy popadac w iluzje, ze poniewaz majatkiem zarzadzali niewybieralni partyjni, to majatek byl niczyj. Ta-ka niebezpieczna iluzja sugeruje, ze w drodze prywatyzacji zagraniczni inwestorzy posiedli jedynie zupelnie bezpanski kapital.
Wraz z dokonujacym sie przejsciem do „niekompletnego" kapitalizmu partia, jako sprawujaca monopol wladzy sila po-lityczna, traci w drodze prywatyzacji swoje funkcje kontrolne na rzecz sily ekonomicznej w postaci cieszacych sie monopo-lem wlasnosci obcych inwestorów. Jak widac, istota zmian wlasnosciowych jest wymiana - czy lepiej substytucja - apa-ratczyków partii, jako nieformalnych dysponentów, na zagra-nicznych - formalnych - wlascicieli kapitalu.
Komunizm wywlaszczyl rzadzonych na rzecz partii, ale kontrola nad majatkiem utrzymana byla w ramach panstwa narodowego, teraz natomiast wywlaszczeniu ulega caly na-ród, lacznie nawet z rzadzacymi, wiec kontrola kapitalu wy-chodzi poza te ramy. Powinno sie, wiec raczej zaprzestac mówienia o prywatyzacji, co brzmi raczej pozytywnie, a zaczac mówic o masowym wywlaszczaniu calego narodu na rzecz obcych inwestorów - albo lepiej o „prywatyzacji przez wywlaszczenie".
Niepodzielna kontrola kapitalu pozwalala partii na dre-nowanie spoleczenstwa, czynnika pracy, w celu akumulowania tzw. nadwyzki. W tym zachowaniu wyrazala sie rola par-tii jako swoistego substytutu klasy kapitalistycznej, której glównym motywem jest maksymalizacja „wynagrodzenia" kapitalu. Rozszerzala sie tez baza dla pomnazania kapitalu, gdyz nadwyzka - choc niezbyt efektywnie - byla inwestowa-na przez kadry glównie w dobra kapitalowe, w tym w prze-mysl ciezki.
W wyniku roszady miedzy kadrami partyjnymi a obcymi wlascicielami, ci ostatni zyskuja kontrole nad podzialem do-chodu narodowego, która sprawowala partia/panstwo. Moz-na zalozyc, ze tak jak byle kadry, a moze nawet bardziej, za-graniczni inwestorzy zainteresowani beda maksymalizacja „wynagrodzenia" kapitalu. W nowym wydaniu nadal, wiec bedzie istnialo dazenie do narzucenia sile roboczej - pracy -wyjatkowo niekorzystnego podzialu, kosztem plac.
W komunizmie takie wyduszanie „niezasluzonej" warto-sci (czyli - rent) dokonywalo sie w danym kraju miedzy kon-kurujacymi czynnikami produkcji, przeplacanym kapitalem i niedoplacona praca. Przeplyw zysku, jako zasluzonego „wy-nagrodzeniem" kapitalu, tez byl tylko wewnetrzny. Nato-miast w kapitalizmie bez kapitalistów „niezasluzona" war-tosc, premiujaca kapital kosztem pracy, oraz zysk - sa juz przerzucane miedzy czynnikami produkcji w róznych kra-jach.
W zbudowanym w miejsce komunizmu systemie, obieg gospodarczy nie jest, wiec juz zamkniety, ale ma wbudowany na stale „wyciek". Podzial na zyski i place wiaze sie bowiem nieuchronnie ze stalym odplywem efektów produkcji, warto-sci, poza granice danego kraju. Poniewaz zyski oraz renty wydawane sa poza granicami, krajowa sila robocza nie moze liczyc nawet na posrednie korzysci z ich wydatkowania (na przyklad w formie obslugi luksusowej konsumpcji).
Jest to narodowy problem, poniewaz w trakcie budowy kapitalizmu kraje Europy Wschodniej jako calosc zostaja pozbawione wlasnego kapitalu. Nie da sie, wiec inaczej dys-kutowac o tym zjawisku niz w kategoriach narodowych. Zwlaszcza, ze kapitalizm oraz panstwo narodowe sa niero-zerwalne; w kazdym razie powstaly jednoczesnie. Nie ma narodu bez pewnej formy nacjonalizmu jako zródla pojecia interesu narodowego, cementujacego ludzi w koherentna zbiorowosc.
Nie mozna sobie wyobrazic, zeby jakies spoleczenstwo wyzbylo sie wiekszosci majatku trwalego na rzecz zagranicy przy rozbudowanej swiadomosci interesu publicznego. Po-kutuje opinia, ze transformacja ustrojowa w Polsce zaczela sie od zrywu narodowego, w którym sprawa nadrzedna stalo sie dobro publiczne. Ale musialo stac sie inaczej, w rzeczywi-stosci glówna sila napedowa tego procesu musialo byc raczej zaprzeczenie takiej swiadomosci, wrecz zwrot w strone pel-nej prywaty.

Nietrwalosc struktur

Mimo, ze „niekompletny kapitalizm", bardziej zgodny z logika ekonomiczna, z faktyczna wlasnoscia, moze okazac sie bardziej wydajny niz wsparty na logice politycznej, czyli golej wladzy, komunizmu - nie wystarczy to dla utrzy-mania systemu. Warto przypomniec, ze w latach komuni-stycznych bunty robotnicze nasilaly sie po okresie poprawy ekonomicznej (np. pózne lata Gierka). Komunizm zostal odrzucony, mimo ze do konca dochód narodowy rósl, czesto nawet bardzo znacznie.
O spolecznej ocenie systemów decyduja nie tyle ocen ogólnego stanu gospodarki, co opinie na temat dystrybucji dochodu narodowego. W okresie komunizmu niezadowole-nie spoleczne nabieralo wydzwieku nacjonalistycznego, gdyz atakowano partie za to, ze dlawila place robotników na rzecz radzieckich mocodawców (np. sprzedajac za bezcen statki). Przed podobna grozba stoi „niepelny kapitalizm", gdyz pomówienie o eksploatacje moze pojawic sie prawie w kazdej chwili.
Fakty moga sie nie liczyc, gdyz spoleczenstwa latwo staja sie podejrzliwe, jesli chodzi o intencje obcych panstw, gdy ich obecnosc w danym kraju jest nazbyt widoczna. Trudno zas o bardziej dobitne dowody takiej obecnosci niz obecna struktura wlasnosci w polskiej gospodarce. Zwlaszcza ze wla-snosc skupia sie w rekach miedzynarodowych korporacji, tak poteznych, iz kazdy ich ruch moze wstrzasnac podstawami raczej niewielkiej gospodarki Polski.
Na dodatek, wbrew róznym mrzonkom, wlaczajac idee umiedzynarodowienia kapitalu, gospodarki sa wciaz glów-nie narodowe, a narody jak wiadomo sa nierówne. Nawet takie ponadnarodowe struktur, jak Unia Europejska, dzia-laja na zasadach proporcjonalnosci glosów do skali kraju-czlonka. Fakt, ze zagraniczni wlasciciele kapitalu moga li-czyc na wsparcie przez ich panstwa pochodzenia, a takze przez najrózniejsze „ponadnarodowe" struktur , poglebia nierównosc sil.

Idea umiedzynarodowienia - globalizacji - kapitalu, za-kladajaca ogólna, swiatowa harmonie interesów jest tak sa-mo zludna, jak komunistyczna wizja ogólnej harmonii w for-mie „miedzynarodówki" prac . Depczac narodowe odczucia, komunistyczny internacjonalizm wyzwolil destrukcyjny na-cjonalizm, który obrócil sie przeciwko systemowi. Bazujac na swej alternatywnej wizji „miedzynarodówki" kapitalu, obe-cny system tez moze wyzwolic podobne niszczace nastroje. Komunizm wlasciwie upadl bezglosnie, wrecz banalnie, ale okazac sie moze, ze ostateczne rozstanie z jego spadkiem, czy przedluzeniem w postaci „niepelnego kapitalizmu", z ob-cym kapitalem, moze przybrac forme prawdziwego politycz-nego wstrzasu. To sa tylko spekulacje, ale historia daje wiele do myslenia, gdyz w okresie przedwojennym, gdy gospodar-ka polska byla kapitalistyczna, zblizone okolicznosci wlasno-sciowe staly sie przyczyna ostrych ataków na obcy kapital. Warto przypomniec, ze przed wojna udzial obcego kapi-talu byl w Polsce bardzo wysoki a duza jego czesc byla w re-kach niepolskich grup etnicznych. Nie byl to jednak „nie-kompletny kapitalizm", gdyz kapital zagraniczny - w sensie rezydencji -nie stanowil, jak teraz, wiekszosci. W szczegól-nosci nie w sektorze finansowym, czyli w bankach i ubezpie-czeniach, gdzie wynosil ledwie 10-15 procent. W przemysle zagranica miala 30-35 procent kapitalu (Landau i Toma-szewski, 1967).

Nawet ten stan, w dopiero co wyzwolonej Polsce wywolal gleboka troske. Polski zywiol kapitalistyczny czul sie zagro-zony nie tylko ze strony wielkich korporacji zagranicznych, ale równiez przez miejscowe mniejszosci etniczne (np. na Górnym Slasku czy na Kresach). Byl to okres bardzo aktyw-nych zabiegów slabo rozwinietej polskiej klasy kapitalistycz-nej o poszerzenie wplywów, zwlaszcza przed wybuchem gwaltownego kryzysu swiatowego, tzw. Wielkiej Depresji lat 30-tych.
Obawy o nadmierne wplywy zagranicy zdominowaly na-stroje w latach kryzysu wlasciwie na calym kontynencie Eu-ropy, ale i poza nia, w szczególnosci w Ameryce Lacinskiej, bez wzgledu na to czy obcy stan wlasnosci byl dominujacy. Podobne nastroje wywolywala wówczas nawet jakakolwiek bardziej wyrazna obecnosc obcych towarów. Nastawienia te staly sie pozywka dla dwóch radykalnych nurtów, komuni-zmu, ale równiez odbiegajacego od komunizmu - faszyzmu.
W przypadku faszyzmu zyskaly aprobate koncepcje rasi-stowskiego panstwa oraz akceptacja koncepcji totalnej woj-ny jako instrumentu polityki zewnetrznej, wymierzonej prze-ciw odbieranym jako zagrozenie panstwom. Komunistom nacjonalistyczne sentymenty ulatwily pozyskanie spoleczne-go przyzwolenia dla totalnego panstwa, uprawnionego do uzycia nadzwyczajnych srodków w stosunkach wewnetrz-nych, wobec postrzeganych jako grozba klas posiadajacych.
W Niemczech, liderze faszyzmu, wyrosly one z poczucia, ze gospodarka jest lupem silniejszych konkurentów, nacjona-lizm posluzyl do wykreowania bardziej chorobliwych nastro-jów nacjonalistycznych. W Rosji, jako liderze, wyroslego z podobnego poczucia, komunizmu, nacjonalizm byl doktrynalnie czyms raczej obcym. W miejsce tego snuto uniwersal-na wizje jednolitej szczesliwej masy „równych" ludzi zamiast, jak w faszyzmie, wizji uniwersalizmu jednej „najwyzszej" rasy.

Podsumowanie

Jak widac, inny skutecznie wylansowany poglad, ze polskie reformy ustrojowe stanowia radykalne przejscie od komu-nistycznej nienormalnosci do kapitalistycznej normalnosci, nie wytrzymuje prostej konfrontacji z faktami. Samo przej-scie do systemu kapitalizmu, jak widac, nie gwarantuje, sy-stemowej normalnosci. Prawde mówiac, w jakims sensie, to co sie ostatnio stalo z systemem gospodarczym, spowodowa-lo nawet poglebienie dotychczasowej nienormalnosci.
Komunistyczna likwidacja prywatnej wlasnosci w drodze nacjonalizacji dokonanej przez pierwsze wladze po wojnie byla jednoczesnie wywlaszczeniem obcych wlascicieli, jak równiez etnicznych mniejszosci. Przynajmniej w Polsce czy w Czechach zmiany te byly tez w duzym stopniu konsekwencja przymusowej deportacji ludnosci niemieckiej wedlug podyktowanego przez zwycieski Zwiazek Radziecki, za zgoda pozostalych aliantów, podzialu terytoriów pobitych Niemiec.
Jesli mozna mówic o braku ciaglosci w procesie odejscia od komunizmu, to chyba glównie wlasnie w owym „narodo-wym" aspekcie przemian wlasnosciowych. Komunizm doko-nal po wojnie wywlaszczenia obcego kapitalu jako waznej, ale nie dominujacej sfery wlasnosci, formalnie na rzecz cale-go narodu, faktycznie na rzecz partii. Postkomunizm ozna-cza natomiast prawie pelne uwlaszczenie zagranicznych podmiotów kosztem calego narodu, juz bez tej partii.
Mamy wiec wreszcie polski kapitalizm, tyle, ze zachowano ustanowiony przez komunizm podstawowy uklad struktury wlasnosci. Nadal brak silnej lokalnej klasy kapitalistycznej obracajacej rodzimym kapitalem w celach produkcyjnych a nie w celu zagranicznej wyprzedazy. W tym sensie polska gospodarka pozostaje w objeciach systemu, który z przekory, ale równiez troche zlosliwie, mam bardzo ochote nazwac nie tyle „póznym", co „najpózniejszym" komunizmem.

 CZESC DRUGA
ZMARNOWANE   PANSTWO

Powstanie „niekompletnego kapitalizmu", w którym brak silnej rodzimej klasy kapitalistycznej, nie byloby mozliwe bez mani-pulacji spoleczna swiadomoscia, przez glówny odlam inteligen-cji, okreslajacej sie jako „liberalna". Inteligencja wystapila w tej roli po czesci ze wzgledu na wlasne interesy, gdyz wyprze-daz zagranicy za bezcen narodowego majatku stworzyla dla pewnych jej odlamów okazje do osobistych korzysci. Dla in-nych, przylaczenie sie do tej totalnej manipulacji stalo sie jedy-nym sposobem unikniecia marginalizacji w pozbawionym fun-duszy swiecie nauki i kultury. Glównie wspólnym wysilkiem tych ludzi powstalo w spoleczenstwie zamieszanie, czy wrecz cofniecie myslowe, o tyle dziwne, ze dopiero niedawno skonczy-lo sie pranie mózgów, które uprawiala, z pomoca rzesz inteligen-cji, komunistyczna machina propagandowa. Nowa kapitali-styczna machina nie poszlaby w ruch, gdyby nie zabiegi tych, którzy mieli cos do zyskania na wywlaszczeniu narodu na rzecz obcych inwestorów za bezcen. Chodzi o zastepy ludzi bezposre-dnio zwiazanych z rozdysponowaniem majatku panstwa, ludzi, których mozna okreslic mianem „handlarzy zlomem". To im posluzyla wyjatkowo absurdalna teza, ze trzeba sprzedawac tanio i obcym, gdyz ponoc na wskros nieracjonalny komunizm wlasciwie nie zostawil zasobów kapitalu, tylko zlom, no i bez-radna dyrekcje na strazy tego zlomu. Gdyby to jednak bylo prawda, wtedy gospodarka polska moglaby istniec tylko na pa-pierze, bo jak nie ma kapitalu to nie ma produkcji. Tak samo przydatna okazala sie niedorzeczna teza, ze nalezy zaufac przy-wódcom reform w postaci dynamicznej grupy tzw. liberalów. A  to, dlatego, ze w przeciwienstwie do nieracjonalnej wladzy za komunizmu, gdy rzadzili za zaslugi ludzie z partyjnego klucza, teraz decyzje sa racjonalne, gdyz znalazly sie w rekach wybra-nych z konkursu technokratów. Tymczasem po upadku komu-nizmu doszlo do negatywnej selekcji kadr decydentów, nie tyl-ko  w   sensie fachowosci, ale tez postaw moralnych, w tym poszanowania interesu publicznego. Bez przyjecia tego wszystkiego do wiadomosci nie sposób jest ogarnac nawet czesciowo rozgry-wajacego sie na naszych oczach najnowszego dramatu polskiej gospodarki, oraz - niestety - polskiej historii.

 ROZDZIAL CZWARTY
WYMUSZONA   RECESJA

Dlawiace gospodarke, nigdy nie skorygowane bledne decyzje reformatorów, sa odpowiedzialne za wyprzedaz majatku za granice, poniewaz jego zagospodarowanie przez krajowych inwestorów okazalo sie niewykonalne
W swietle poprzedniego wywodu moze okazac sie nie calkiem zrozumiale, dlaczego to majatek narodowy po-szedl glównie w obce rece, skoro ceny jego sprzedazy byly iscie wyprzedazowe. Krajowych inwestorów powinno byc stac na okazyjne zakupy kapitalu, a jednak odeszli z kwit-kiem. Stalo sie tak dlatego, ze dzialania tego aparatu pan-stwowego, który zanizyl ceny, nie daly krajowym kapitalistom szans konkurowania po przejeciu majatku z poteznymi nie-polskimi rywalami.

Radosc niszczenia

Zeby rozwiklac problem skad sie wzielo przejecie kapita-lowe przez zagranice, trzeba wpierw zrozumiec, co sie stalo z gospodarka po 1990 r., gdy Balcerowicz zdecydowal sie na swoja „terapie wstrzasowa". Przed 1990 r. przez kilka lat komunistyczna gospodarka parla do przodu w calkiem przyzwoitym tempie. Jak to sie, wiec stalo, ze nagle, w drodze z podrzednego komunizmu do nadrzednego kapitalizmu, która ten czlowiek wytyczyl, gospodarka wpadla we wprost niespotykana recesje.
Mimo ze pochlonela ona jedna piata dochodu narodo-wego, dominuje niedorzeczny, wywodzacy sie z odpowie-dzialnych za program reform tzw. liberalów, poglad, ze rece-sja, przypadajaca na lata 1990-1992, nie zasluguje na to miano, gdyz jest fikcja statystyczna. Nie bylo zadnej recesji, ale tylko eliminacja zbednych produktów. Produktów, które wytwarzano za komunizmu, mimo ze nikt ich nie chcial; mi-mo to byly corocznie wliczane do dochodu narodowego (Balcerowicz 1997).
Glównym powodem, dla którego partia/panstwo za ko-munizmu dopuszczala do nadmiaru produkcji, byla ponoc jej obsesja, zeby nie zwazajac na potrzeby spoleczenstwa nieustannie zwiekszac wskazniki produkcji dóbr kapitalo-wych, tj. maszyn i urzadzen. Doszlo, wiec do tego, co sie na-zywa „nadmiernym uprzemyslowieniem", wyrazajacym sie w wiekszym procentowo udziale przemyslu w tworzeniu do-chodu narodowego niz np. w wolnej od takiej obsesji Euro-pie Zachodniej
Niepotrzebna produkcja byla mozliwa, gdyz partia/pan-stwo szczodrze subsydiowala producentów, którzy z racji nie-sprzedanej produkcji mieli deficyty. Ci producenci oczywi-scie marnowali zasoby pracy i kapitalu, stad zaordynowane w trakcie „terapii" Balcerowicza odciecie subsydiów, nie tyl-ko usunelo zbedna produkcje, ale uwolnilo srodki na wzrost potrzebnej produkcji. Mamy powód do radosci, gdyz po od-chudzajacej kuracji, nastepuje zaraz ekspansja gospodarki.
Poniewaz recesja lat 1990-1992 uderzyla glównie w prze-mysl, zwlaszcza w dziedziny produkujace dobra kapitalowe, ich udzial w dochodzie narodowym istotnie spadl. Mogloby to byc uznane za statystyczne potwierdzenie tezy o nadmier-nym uprzemyslowieniu oraz za oczywista oznake postepu. Gdyby oczywiscie nie fakt, ze w wyniku recesji, oraz dalszych wydarzen, udzial tego dzialu kapitalowego - maszyn i urza-dzen - spadl ponizej wskazników zachodnioeuropejskich.
Kierujac sie ta logika, nalezaloby dalej poprawiac struk-ture polskiej gospodarki przez obnizenie produkcji w in-nych dzialach, które mialyby wyzszy udzial w tworzeniu do-chodu narodowego niz w Europie Zachodniej. Gdyby w wy-niku kolejnej „zdrowej", usuwajacej zbedna produkcje, re-cesji nastapilo statystyczne przestrzelenie w jakiejkolwiek dziedzinie, nalezaloby zaczac usuwac stamtad niepotrzebne nadwyzki, tym samym powodujac kolejna - nalezy rozumiec fikcyjna - recesje.
To jest absurdalny sposób myslenia, gdyz nie jest mozli-we, zeby Polska byla nadmiernie uprzemyslowiona przez -ponoc nawiedzonych - komunistów. Zaden potrzebny - ra-czej juz zbedny - ekonomista, nie móglby, bowiem obronic tezy, ze sredniorozwinieta gospodarka polska, mogla cierpiec na nadmiar przemyslu, czyli dóbr kapitalowych. Od-wrotnie, glówny problem takiej gospodarki to niedostatek dóbr kapitalowych, stad tez potrzeba siegania do ich przy-wozu z zagranicy.
Prawda jest taka, ze jesli w ogóle mówic o obsesji par-tii/panstwa to wyrazala sie ona w dlawieniu produkcji nieprze-myslowej, czyli uslug. Uwazano, ze uslugi nie daja produkcji, choc z czasem uznano, ze ze wzgledu na aspiracje ludzi trze-ba tolerowac ich rozwój. Skoro jednak problem polegal na niedorozwoju sektora uslug, zamiast „poprawiac" proporcje gospodarcze niszczac przemysl, nalezalo te strukture najzwy-czajniej zmienic, rozwijajac sektor uslug szybciej niz przemysl.
W taki sam, zalosny sposób, zalamuja sie inne elementy koncepcji recesji jako kuracji odchudzajacej, jak chocby teza, ze istnieje jakas proporcjonalna zaleznosc miedzy zbedna produkcja a glebokoscia ponoc tylko statystycznego zalama-nia w produkcji. Nie jest ona calkowicie pozbawiona sensu, gdyz jakas produkcja za komunizmu byla nietrafiona. Z pew-noscia moglo byc jej nawet wiecej niz w typowej gospodarce rynkowej, gdzie tez nie wszystko w produkcji jest zgrane.
Trudno jednak na tej bazie powaznie dowodzic, ze spa-dek polskiego dochodu narodowego o jedna piata mial zródlo wylacznie w zbednej produkcji. Zeby to bylo mozliwe, przez caly okres komunizmu partia/panstwo musialaby gdzies skladowac zbedne nadwyzki, czyli ta jedna piata rocz-nej produkcji. Juz po pieciu latach, nawet bez wzrostu pro-dukcji, zgromadzono by góry wyrobów bedace równowarto-scia rocznego dochodu narodowego, a komunizm trwal trzy-dziesci piec lat.
A w ogóle, to gdzie lezaly te zwalowiska zbednych samo-chodów, po które za komunizmu ustawialy sie kolejki. Ich produkcja spadla w latach 1990-1992 o jedna trzecia; co ro-ku, calymi latami, trzeba bylo, wiec gdzies co trzeci samochód skladowac. Albo gdzie gromadzono jedna piata produkcji pil-nie wtedy poszukiwanej zywnosci, gdyz ta po 1990 r. zmalala o jedna piata. Co z dwoma trzecimi nieosiagalnych nowych mieszkan, skoro liczba ich po 1990 r. zmalala dokladnie o dwie trzecie.

Kuracja glodowa

Gdyby teoria fikcyjnej recesji byla prawdziwa, wtedy podleczone banki oraz fabryki nadawalyby sie szybko do przejecia przez krajowych inwestorów. Ale oni wcale ich nie przejeli na wlasny uzytek, wiec musiala to byc chyba au-tentyczna recesja, za która stal prawdziwy spadek produk-cji, glównie tej potrzebnej ludziom. Co wiecej, za ta autentyczna recesja - wlasciwie katastrofa - musiala sie kryc jakas bardzo bledna polityka, czyli fatalnie chybiona terapia Balcerowicza.
Terapia Balcerowicza istotnie chybila, gdyz zostala oparta na blednym aksjomacie, ze nalezy uruchomic wszystkie do-stepne instrumenty panstwa, by zdusic wysoka w 1989 r. in-flacje. Jednak walczac z inflacja, zeby uniknac recesji, zwykle rozluznia sie kredyt. W Polsce zas cene kredytu drastycznie podniesiono, a podaz kredytu ograniczono o jedna czwarta. Zabraklo nawet srodków na prowadzenie tzw. biezacej dzia-lalnosci, zakup materialów czy oplacanie robotników.
Nie tylko gwaltownie wyschly zródla pieniadza, ale - tez pod haslem zwalczania inflacji - dopuszczono przez obnize-nie stawek celnych do równie raptownego otwarcia gospo-darki na import. Przed 1990 r. rynek krajowy byl chroniony wysokimi barierami, podczas gdy nagle w latach 1990-1991 cla ustalono na poziomie zaledwie 6-8 procent (Kolodko 1999). W ten sposób, cala rzesza krajowych producentów zostala wypchnieta z polskiego rynku przez zagranicznych dostawców.
Kryzys plynnosci oraz jednoczesna utrata rynków, musia-ly podciac gospodarke, która zreszta juz byla w slabej kondy-cji. Nie nalezy sie dziwic, ze, majac przed oczami widmo bankructwa, krajowi producenci zaczeli ograniczac produk-cje. W tych warunkach, lokalni inwestorzy mogliby sie zaan-gazowac w kupno zagrozonego bankructwem majatku pan-stwa tylko gdyby byli pewni, ze problemy z uzyskaniem kre-dytu czy sprzedaza w kraju beda tylko przejsciowe.
Mogloby sie wydawac, ze skoro po 1992 r. gospodarka zaczela znowu isc do przodu, powinien rozbudzic sie apetyt lokalnych inwestorów na trwale przejmowanie majatku pan-stwa. Niestety, zabójcza polityka Balcerowicza zostala w za-sadzie utrzymana, z pewnoscia w sferze kredytu. Kredyt po-zostal niezmiennie trudno dostepny oraz tak kosztowny, ze nawet w tej chwili stopa procentowa w Polsce jest prawie trzy razy wyzsza niz w krajach Unii Europejskiej.
Nie nastapila tez zadna korekta jesli chodzi o ochrone rynku wewnetrznego; odwrotnie, nie liczac pewnych krótkich okresów, utrzymano polityke redukcji barier importowych. Po radykalnej obnizce cel na prawie wszystkie towary w 1990 r. nastapila w 1992 r. ich czesciowa odbudowa. Ale zaraz potem wszedl niestety w zycie uklad z Unia Europejska, który zobo-wiazal Polske, zeby w ciagu niespelna pieciu lat zrównala swe taryfy celne z bardzo niskimi clami unijnymi.
Trzon niesprywatyzowanego - panstwowego - majatku znalazl sie, wiec w stanie permanentnego kryzysu, jak w przy-padku hutnictwa. Zaraz po 1992 r., radzilo sobie niezle, ale w miare obnizek cel, do zera, oraz licznych zwolnien, import zdolal zalac juz jedna trzecia rynku. Zaczely sie, wiec klopo-ty finansowe, zwlaszcza, ze odbiorcy stali zaczeli zalegac z platnosciami. Na zadna z hut nie moze porwac sie krajo-wiec, ale obce koncerny prawie juz zdobyly polski rynek, wiec tez sie nie pala.
Polscy reformatorzy nie cofneli sie przed kompletnym od-slonieciem rynku stalowego, chociaz unijne panstwa stosuja skuteczne bariery w tej dziedzinie. Np. w uzyciu sa tzw. spe-cjalne antydumpingowe cla, obejmujace 30 procent zela-za/stali i 44 procent produktów metalowych. Bariery uzywa-ne sa tez w innych galeziach przemyslu, stad, podczas gdy oficjalna, srednio wazona skala cel wynosi w calym przemy-sle 5,1 procent, prawdziwa stopa jest blizsza 9 procent.
Skutki naglego odsloniecia sie na bezlitosna konkurencje z importu dobitnie widac w rolnictwie. Rolnictwo znalazlo sie w trwalej zapasci w Polsce nie dlatego, ze produkowalo zbedne wyroby. Przeciwnie, produkowalo wyroby potrzeb-ne, swietnie radzace sobie na rynkach eksportowych, takze dolarowych. Powód byl inny: zalew produktów rolnych z Europy Zachodniej, polaczony, na poczatku zmian ustrojowych, z bezplatnymi dostawami „interwencyjnych" nadwyzek.
Podczas gdy Polska jest przymuszana przez unijna biuro-kracje do otwarcia swych rolniczych rynków, unijne rolnictwo jest nadal chronione przed importem jak dziesiec lat temu, czyli wyjatkowo szczelnie. Np. producenci wolowiny korzy-staja z cla w wysokosci 125 procent oraz z zakazu przywozu znacznie tanszej, hormonalnie hodowanej wolowiny z Kana-dy oraz ze Stanów Zjednoczonych. Z kolei, mleczne produk-ty oblozone sa zaporowym clem na poziomie 58 procent.
Co wiecej, kraje unijne, tak w hutnictwie jak w rolnic-twie, zachowaly rózne instrumenty wspomagania eksportu (np. tanie kredyty czy gwarancje kredytowe), z których Pol-ska zrezygnowala. Skutki tego sa widoczne zwlaszcza jesli chodzi o wschodni kierunek handlu, szczególnie Rosje i Ukraine. Polska byla kiedys na tych rynkach potega, w tym w zywnosci, a dzisiaj, glównie z wyboru, jest karlem, tracac swa pozycje glównie wobec wspieranych przez panstwa kon-kurentów z Unii.

Nieuczciwa walka

Wystawieni na miazdzaca konkurencje z importu oraz borykajacy sie z brakiem kredytu, miejscowi inwesto-rzy mieli tylko jedna szanse w staraniach o panstwowy maja-tek. Ta jedyna szansa bylaby dla nich polityka przemyslowa panstwa wyrównujaca warunki konkurencji o majatek z oply-wajacymi w fundusze obce firmy bedace zródlem importo-wego zagrozenia (patrz sugestie Kornaia, 1991). Stalo sie jednak dokladnie odwrotnie - panstwo przyjelo „polityke antyprzemyslowa".
Zamiast chronic lokalnych nabywców zniesiono jakiekol-wiek formalne wymogi dla zagranicznego udzialu w prywaty-zacji. To byla dobrowolna decyzja polskich wladz, nie majaca nic wspólnego z negocjacjami akcesyjnymi z Unia. Nie ma tez precedensu wsród czlonków Unii znoszenia barier dla ru-chów kapitalowych jeszcze przed formalnym przyjeciem (Austria do ostatniej chwili utrzymala ograniczenia wobec obcych inwestorów, np. w sektorze motoryzacji).
Zreszta, nawet jak sie juz jest czlonkiem Unii, przepisy zezwalaja na wylaczenie ruchów kapitalowych z pelnej libe-ralizacji w ramach tzw. unii monetarnej. Dania zdecydowala sie poczekac z przyjeciem wspólnej waluty, zeby dac swym bankom czas na konsolidacje tak, by uniknac obcych prze-jec. Portugalia weszla do tego monetarnego rezimu, ale z podobnych powodów zaczela pod nadzorem panstwa szyb-ka konsolidacje róznych dziedzin, w tym tez w swym sekto-rze bankowym.
Przy calym swym liberalizmie, Unia nie jest wcale obsza-rem calkowicie pozbawionym panstwowej wlasnosci, takze nie ma potrzeby sprzedawania na sile wszystkiego co pan-stwowe, zeby sie „dopasowac". W Portugalii, kiedy przed niewielu laty wstepowala do Unii, publiczne banki stanowily 80 procent, a teraz ciagle 45 procent. W Niemczech az 40 procent sektora pozostaje w rekach panstwowych (glównie w formie - nastawionych na wspieranie rozwoju - tzw. ban-ków regionalnych).
To, ze w Polsce nie wprowadzono zadnych reglamentacji, stanowi odchylenie od praktyk, jesli nie wrecz norm zacho-dnioeuropejskich, ale w innych elementach obecne polskie podejscie do obcego kapitalu jest tez dewiacja. Najbardziej chyba szokuje wczesna decyzja, zeby w polskich warunkach natychmiast wystawic na sprzedaz caly kapital. W ten spo-sób powstala bowiem ogromna nadwyzka podazy majatku panstwa nad efektywnym popytem ze strony lokalnych in-westorów.
Na dodatek zdecydowano sie oferowac majatek glównie tzw. inwestorom strategicznym, reflektujacym na ponad 50 procent udzialów, gotowym do okreslonych nowych inwesty-cji. Kierowano sie doktryna Balcerowicza (2000), ze sprze-daz „rozproszona", w mniejszych udzialach, nie zapewnia maksymalnej ceny, choc nikt w praktyce ich nie maksymali-zowal. Ograniczeni finansowo polscy inwestorzy stali sie je-szcze mniej zdolni do walki z obcym nabywca.
Co wiecej, krajowy inwestor prawie nigdy nie mógl liczyc na - finansowe - zachety, oferowane obcokrajowcom, jak to stalo sie np. z bankami. Przez cale lata wymóg dotyczacy re-zerw bankowych ustalono na poziomie 30 procent, trzy ra-zy wyzszym niz w Unii. Podrozylo to koszty dzialalnosci banków, oraz cene kredytu, tym samym obnizajac rynkowa wartosc banków. Kiedy wiekszosc banków stala sie juz wla-snoscia zagraniczna, w 1999 r., wskaznik rezerw w Polsce zrównano z unijnym.
Z kolei w przemysle zagraniczni nabywcy zyskali zachety w postaci czesto nawet dziesiecioletnich okresów zwolnien podatkowych, niedostepnych dla krajowców. Podczas gdy pierwsi zostali objeci zerowymi clami na import maszyn i urzadzen, podobny przywilej nie objal jednak polskich na-bywców majatku. Polscy wlasciciele nie moga nawet marzyc o takim wsparciu w obliczu bankructwa jakie niedawno panstwo obiecalo upadajacemu Zeraniowi, czyli koreanskie-mu Daewoo.
Do tego wszystkiego, panstwo zrezygnowalo z jakichkol-wiek ogólnie przyjetych w swiecie wymogów wobec obcych in-westorów, oprócz tzw. obowiazkowych inwestycji. W wiekszo-sci przypadków te obowiazki nie byly egzekwowane, gdyz cho-dzilo jedynie o stworzenie wrazenia, ze laczna faktyczna cena sprzedazy jest wyzsza niz wplata do budzetu. Zamiast sprowa-dzic dodatkowy kapital z zagranicy, nabywcy z reguly siegneli do zysków wypracowywanych przez swe polskie nabytki.
Negocjujac wysokosc obowiazkowych inwestycji strona polska prawie nigdy nie domagala sie zeby zagraniczny inwestor wprowadzil konkretna technike produkcji czy wyrób. Jakze inaczej zachowala sie natomiast Irlandia, której polity-ka przyciagania obcych inwestycji - przypomne, glównie na budowe nowych obiektów - nie polegala tylko na niskich stawkach podatkowych. Wazniejsze bylo to, ze prawie bez wyjatku, mozna bylo inwestowac tylko w dziedziny „wyso-kiej" techniki.
Trudno o wiekszy kontrast niz to, co sie stalo po otwarciu na obcy kapital z elektronika w Irlandii i w Polsce. W Polsce, dysponujaca bardzo wyksztalcona kadra elektronika padla wlasciwie z marszu, a obce firmy weszly glównie z wlasnym towarem. W Irlandii, ci sami producenci stworzyli od zera prezna branze elektroniczna, podobnie jak w Finlandii, gdzie - tez pod opieka panstwa - taka silna branza, oparta w duzym stopniu na obcej kadrze, powstala w ciagu ostat-nich paru lat.

Podsumowanie

Nalezy odrzucic kolejny popularny dzisiaj poglad, miano-wicie ze dzieki reformom ustrojowym udalo sie od za-raz wylaczyc panstwo z nadmiernej interwencji w gospodar-ke. Owszem, zrezygnowano z jawnej polityki przemyslowej, która zapewniala przemyslowi i rolnictwu nie tylko rozliczne subwencje ale i prawie pelna ochrone przed importem. W to miejsce wprowadzono jednak niejawna polityke przemyslo-wa, tyle, ze nastawiona nie na wsparcie wlasnych producen-tów, lecz obcych.
W zgodzie z logika „terapii szokowej", praktykowana za komunizmu polityka przemyslowa zostala rozmontowana w sposób radykalny; polska gospodarka zostala, wiec wtraco-na w calkowicie niepotrzebna, mozliwa do ominiecia, glebo-ka recesje. Poniewaz polityka ochrony gospodarki nie zosta-la nigdy nawet czesciowo zrekonstruowana, spowodowalo to z kolei, ze krajowi inwestorzy stali sie niezdolni do przejmo-wania na trwale panstwowych fabryk i banków.
W tych warunkach jedynym sposobem na powstrzymanie zagranicznego przejecia polskiej gospodarki bylo formalne wylaczenie obcych inwestorów z prywatyzacji, albo zaniecha-nie na pewien czas prywatyzacji w ogóle. Decyzja w tej spra-wie nalezala wylacznie do polskich wladz, gdyz zadne osrod-ki zewnetrzne, wlacznie z Unia Europejska nie mialy prawa zabronic takich wyborów. W kazdym razie, zaden taki zakaz nie powinien nabrac mocy przed pelna akcesja.
Zamiast tych zakazów, w miejsce polityki popierania wla-snych inwestorów weszla polityka popierania obcych inwe-storów, czyli wlasciwie „polityka antyprzemyslowa". Nie cho-dzi o jakies przypadkowe ruchy panstwa, ale zupelnie spójne dzialania, których glównym przeslaniem stalo sie ulatwienie obcym producentom przejecia rynków wewnetrznych. Albo - jako najwiekszy przywilej - taniego przejecia krajowych producentów wraz z ich dawnymi rynkami zbytu.

 ROZDZIAL PIATY
LABIRYNTY  KORUPCJI

Miejsca bardzo mocno juz wyblaklego marksizmu nie zajal  bynajmniej  wsparty na solidnej moralnosci liberalizm, ale rozpasany amoralizm, przyzwalajacy na gwalcenie interesu publicznego i omijanie prawa
Morderczy klimat dla krajowych inwestorów nie zostal nigdy skorygowany, gdyz nie chodzi o zwykle bledy ze strony rzadzacych, ale o ich niezbyt nawet skrywane intere-sy wlasne. Komunizm zrodzil sie
w nienormalnych okolicz-nosciach przemocy, „niekompletny kapitalizm" powstaje zas w warunkach nagminnej korupcji. Ze wzgledu na uznaniowosc oraz bezkarnosc, aparat panstwa moze naruszac cele spoleczne, wlaczajac wymogi uczciwej sprzedazy naro-dowego majatku.

Wspólna korzysc

Zeby zrozumiec role korupcji w prywatyzacji, a wlasciwie w calej transformacji, trzeba sie cofnac w czasie do póznego komunizmu i jego upadku. Obowiazuje proste rozumowanie, ze komunizm upadl, bo musial upasc, gdyz byl z gruntu zlym systemem. Gdyby jednak przyjac takie proste myslenie, stajemy bezradni wobec nastepujacej kwestii: jak to jest mozliwe, ze skoro system komunizmu byl od poczat-ku uwazany za zly, to, dlaczego ten zly system nie zostal odrzucony niejako od reki.
Przyznam, ze przez jakis czas nie znajdowalem odpowie-dzi, az natknalem sie na tekst Kolakowskiego (1990), w którym rzucil on teze, ze komunizm skonczyl sie powol-nie przez upadek wiary w jego racje tak po stronie partii, jak i mas. Stwierdzenie takie wymagalo duzej odwagi, gdyz sugerowalo, ze to nie jest tak, ze tylko partia chciala kiedys ko-munizmu a masy nigdy go nie chcialy. Odwrotnie, obie gru-py poczatkowo wsparly system a potem - znowu razem - go porzucily.
Pozostala mi jednak niejasnosc, jakie racje weszly w miejsce dawnej wiary w komunizm - czy przypadkiem in-na wiara, w inny system, czy raczej niewiara w nic, a tym sa-mym przyzwolenie na nie-system. Poniewaz wiara w system zaklada spójnosc moralna, rozumiana jako sens interesu pu-blicznego, nie bylo tez jasne, czy w miejsce bylego porzad-ku wszedl zwiazany z innym systemem moralny porzadek, czy tez raczej nastapilo podwazenie interesu ogólnego, czy-li demoralizacja.
Z czasem doszedlem do wniosku, ze istotnie komunizm z poczatku mial ogólne poparcie, wlacznie z moralnym przy-zwoleniem na monopol wladzy oraz rutynowa przemoc. Tak jak w kazdym porzadku moralnym, baza poparcia byl sens publicznego interesu, któremu niewolny i brutalny system mial sluzyc. Ale z czasem nastapilo przewartosciowanie, tyle, ze wraz z nim przyszla demoralizacja, zdefiniowana wyzej ja-ko odejscie od poczucia interesu publicznego.
Uznalem tez, ze tego zwrotu, rozumianego jednak nie jako równoczesny zanik wiary, ale jako demoralizacja, dokonala tak partia/panstwo, jak i masy. Jesli chodzi o kadry, to w pewnej chwili uznaly, ze komunizm daje im przywilej decydowania o losie mas, ale nie osobiste korzysci materialne. Kiedy góre wziely wzgledy prywatne nad publicznymi, kadry uznaly, ze mozna by pozbyc sie komunizmu, azeby zaczac sie bogacic w dowolny sposób, równiez nawet w drodze korupcji.
Z kolei rzadzeni uznali, ze system, który zawsze dawal im duze poczucie bezpieczenstwa, w tym stala prace i sztywne ce-ny, równiez oferuje im tylko marne korzysci materialne. Choc nie na taka skale jak rzadzacy, masy równiez zaczely systema-tycznie pasozytowac na panstwowej gospodarce. Zwyciezyl konsumeryzm, wraz, z którym przyszlo masowe wycofywanie sie z politycznej aktywnosci, wraz z cichym przyzwoleniem na coraz bardziej widoczna korupcje wladz.
Powyzszy zwrot dokonal sie w Polsce w okresie Gierka, choc nie mozna za ten fakt winic jego osobiscie czy tez jego ekipe. Podobnie, nie mozna postawic takiego zarzutu ekipie Brezniewa, czy tez jemu osobiscie, choc pod jego wladza nasta-pil taki sam zwrot w Zwiazku Radzieckim (patrz Jowitt 1992). A to dlatego, ze komunizm mial w sobie od poczatku ziarno upadku, w tym sensie, ze predzej czy pózniej musialo dojsc do demoralizacji, czyli korupcji wladz i obojetnosci ludzi.
U podstaw demoralizacji, jako odrzucenia interesu pu-blicznego, lezala skrajna centralizacja wladzy politycznej. Je-sli chodzi o samych rzadzacych, ogromna centralizacja za-gwarantowala im nie tylko pelna swobode dzialania, ale i bezkarnosc, nawet w sytuacji lamania ustanowionego pra-wa. Stad tez w momencie, gdy kadry partyjne zdecydowaly sie zastapic interes ogólny wlasnym, nie musialy obawiac sie powazniejszych sankcji prawnych czy tez kadrowej repry-mendy.
Partyjny monopol wladzy mial równie demoralizujacy wplyw na rzadzonych, gdyz uczynil ich w zasadzie bezradny-mi. Uderzajac w instytucje tzw. spolecznosci cywilnej, jak rodzina czy wspólnota, zatomizowal on rzadzonych. Wszczepil im poczucie, ze skoro ich glosy/czyny nie licza sie w ogólnym rachunku, wiec lepiej wycofac sie z zycia publicznego. Rza-dzeni znalezli dla siebie program zastepczy w formie u uciecz-ki w zycie osobiste i pomnazanie dóbr konsumpcyjnych. Fakt, ze to wlasnie demoralizacja partii i mas spowodowala, ze ko-munizm - jak kazdy inny system objety demoralizacja - mu-sial upasc, nie zostal w pelni uswiadomiony. W ostatnich la-tach komunizmu pelno bylo opozycyjnych ataków na korupcje, tyle ze rozumiano przez nia nie tyle nielegalne korzysci materialne co fakt sprawowania wladzy przez uzurpacje. Kry-tyka dotyczyla, wiec prawie wylacznie rzadzacych, tak jakby rzadzeni, czyli wiekszosc nie cierpiala na te dolegliwosc.
Antykomunistyczna opozycja narzucila koncepcje upad-ku komunizmu jako rewolucji mas walczacych o inna wiare, czyli moralnosc. To byl ponoc proces, w którym rzadzeni ja-ko moralni nosiciele zmian ulegli niejako przebudzeniu z le-targu. Motywowane troska o ogólny interes masy eliminuja, wiec kierowana przez waskie interesy czlonków partie. Bu-rzac mocno zwiazane z nia poklady korupcji, przebudzone masy gwarantuja nastanie moralnego panstwa.

Negatywny wybór

O tym, ze uzdrawiajaca panstwo moralna rewolucja nie doszla do skutku, najlepiej swiadczy fakt, ze wraz z upadkiem komunizmu nie zaczelo sie budowanie spraw-nego panstwa tylko niszczenie resztek, które zostaly z daw-nego panstwa. Zamiast odnowy ducha publicznego, nastapi-la raczej dalsza demoralizacja, znowu tak za sprawa rzadza-cych jak i rzadzonych, tym razem zainteresowanych w osiagnieciu jak najwiekszych korzysci osobistych z podzialu schedy po komunizmie.
Wraz z zalamaniem komunizmu, pojawila sie niespotyka-na, mozna powiedziec - „historyczna", szansa, przed która chyba nigdy wczesniej nie stanelo prawie zadne panstwo w hi-storii. Raptem w rekach rzadzacych znalazla sie do podzialu nie jak za komunizmu roczna produkcja, ale zakumulowany przez dziesieciolecia narodowy kapital. W ten sposób, teraz za kapitalizmu, ulegly zwielokrotnieniu mozliwosci zaspaka-jania wlasnych korzysci dla ludzi aparatu panstwa.
Pokusa byla przy tym wyjatkowo ogromna, gdyz pozosta-wiony przez komunizm ogromny zasób kapitalu byl tak jak za komunizmu nadal swego rodzaju mieniem porzuconym. Za komunizmu kapital byl faktycznie niczyj, ale nie na sprzedaz, teraz ten kapital, ciagle niczyj, mógl stac sie przedmiotem sprzedazy. Dysponenci mogli, wiec potrakto-wac prywatyzowany majatek narodu jako bezpanski i nie przejmowac sie ustaleniem jego faktycznej wartosci ani scia-ganiem zan pelnych cen.
Nic, wiec dziwnego, ze prywatne interesy rzadzacych, czy-li korupcja stala sie motorem calej ustrojowej transformacji, w tym wyboru jej modelowej koncepcji przejscia z komuni-zmu do kapitalizmu. Ten fakt, sam w sobie, dokladnie tlu-maczy dlaczego wraz z upadkiem komunizmu, glównym ce-lem wladz, juz nie starego partii/panstwa ale nowego pan-stwa bez partii, stalo sie nie dbanie o ogólny dobrobyt ale o grabiez odziedziczonych zasobów majatku.
Nie moglo byc inaczej, gdyz dla zainteresowanego wla-snymi korzysciami aparatu panstwa wybór czym sie zajac, produkcja czy rozdzialem, zalezal glównie od tego, która z tych sfer dawala wieksze mozliwosci naduzyc. Przynajmniej poczatkowo, gdy zasoby majatku zastane po komunizmie byly pilnowane przez zalogi, nielegalne spijanie zysków z panstwowej produkcji nie moglo dorównac prowizjom z ewentualnego rozdzialu majatku panstwa, z którego szla ta produkcja.
W ten sposób, porzucony zostal nie tylko model panstwa z czasów wlasnie pogrzebanego komunizmu, ale tez model nowoczesnego panstwa w ogóle. Przy wszystkich swoich eks-cesach, panstwo za komunizmu reprezentowalo wspólny model panstwa interwencyjnego, dbajacego o produkcje. W polskiej drodze do kapitalizmu dokonal sie regres nie tyl-ko ze wzgledu na wywlaszczenie z kapitalu calego narodu, wraz z rzadzacymi, ale tez dlatego, ze nagle panstwo niejako porzucilo naród.
Korupcja podyktowala nie tylko wybór podzialu zasobów kapitalu w miejsce wspierania produkcji, ale zdeterminowa-la tez wybór sposobu - metody - zmian wlasnosciowych. Zeby zmaksymalizowac mozliwosci korupcyjnych korzysci konieczne bylo przede wszystkim wylaczenie z prywatyzacji innych potencjalnych stron. Innymi slowy, wazne stalo sie, zeby przynajmniej w tej dziedzinie zapewnic daleko idaca autonomie panstwa, charakteryzujaca system komunizmu.
To tlumaczy, dlaczego szybko wykluczono samoprywatyzacje przez zalogi - robotników i dyrekcje - rozstrzygajac niejasnosci z okresu komunistycznego tak, ze majatek trwa-ly uznano nie za wlasnosc ogólna, ale jako prawnie nalezny panstwu. Korupcja zostal tez podyktowany wybór sprzeda-zy majatku jako glównego kanalu prywatyzacji. Porzucono bezplatne rozdawnictwo majatku, gdyz nie gwarantowalo ono panstwu prowizji na tym poziomie co jego sprzedaz.
Stad wziela sie napasc tzw. liberalów na popierane przez dawne „niezalezne" zwiazki rozdawnictwo, ze równo dzie-lac kapital miedzy obywateli, czy nawet tylko wsród zalóg, doprowadzi sie do wypaczenia kapitalizmu. Nie ma wat-pliwosci, ze taki kapitalizm, nazywany przez jego zwolen-ników „kapitalizmem demokratycznym", bylby wypacze-niem. Tyle, ze obrany przez panstwo wariant sprzedazy tez grozil wypaczonym kapitalizmem, bez lokalnej wlasnosci kapitalu.
Z mysla o maksymalizacji prowizji zostal rozstrzygniety kolejny podstawowy wybór w sprawie modelu prywatyzacji, mianowicie podjeto decyzje zeby przeznaczyc na sprzedaz jak najwiecej z dostepnych srodków trwalych w jak najkrót-szym czasie. Gdyby nie pogon za latwymi prowizjami aparat panstwa wybralby wolne tempo dystrybucji majatku sprzeda-zy. Tak, by miec czas na prawidlowe przygotowanie majatku do oficjalnych przetargów oraz staranna selekcje ofert.
Tak, wiec, prywatyzacja zamiast uzdrowienia panstwa, odebrala mu na stale kontrole nad zasobami oraz dala oka-zje do naduzyc, stala sie sama glównym zródlem dalszego je-go rozkladu. Fakt, ze w wyniku prywatyzacji panstwo w osta-tecznym rachunku traci swe zasoby nie mial juz wiekszego znaczenia dla jego moralnego stanu. Pozbawione resztek przyzwoitosci panstwo nie jest zdolne do wlasnej odnowy, a tym bardziej do zaszczepiania poczucia interesu ogólnego.

Potega korupcji

Teza, ze korupcja stala sie napedowa sila prywatyzacji, a tym samym calej transformacji, moglaby sie oczywiscie komus nie spodobac, no bo gdzie sa prokuratorskie dowody. Gdzie sa dowody na to, ze prywatyzatorzy rzeczywiscie przed sprzedaza dopuszczaja do zalamania banków czy fa-bryk. Albo, gdzie sa namacalne dowody, ze w przypadku ja-kiegos banku czy fabryki, ktos rzeczywiscie wykorzystal nadarzajaca sie okazje, zeby zanizyc cene majatku dla wla-snej korzysci.
Ktos by mógl rzec, ze przedstawione wczesniej wylicze-nia na temat skandalicznie zanizonych wycen to nie dowód na korupcje, gdyz gdyby to byla prawda to mielibysmy do czynienia z nie konczacymi sie procesami nieuczciwych de-cydentów. Tyle, ze w Polsce, nie mówiac o Rosji, wymiar sprawiedliwosci jest absolutnie niesprawny. Wykroczenia prywatyzacyjne zwykle nie sa scigane,
a nawet jesli dochodzi do rozpraw sadowych, sam wynik procesu zwykle bywa do kupienia.
Moze u kogos pojawic sie inna watpliwosc, czy istotnie korupcja panstwa rzadzi sprzedaza majatku, gdyz nie bardzo wiadomo dlaczego korupcja mialaby prowadzic do zanizania cen. Gdyby ceny byly sztucznie zanizone potencjalni nabyw-cy zaczeliby walke miedzy soba. Zadzialalby wiec rynek, czy-li prawo popytu i podazy. Pod wplywem nadmiernego popy-tu musialyby podniesc sie ceny podazy majatku, na tyle ze ostateczny nabywca zaplacilby jego pelna wartosc rynkowa.
Tam, gdzie rzadzi korupcja, nie rzadzi jednak zaden ry-nek, ale zmowa, w której sprzedajacy decyduje o tym kto dokladnie dostanie majatek. Po to, zeby zaoferowac zanizo-na cene oraz wyciagnac lapówke, taki urzednik ma tylko jedno wyjscie, mianowicie uniemozliwic szeroki dostep do przetargu na majatek kupujacym. Innymi slowy, jedyna na-prawde zgodna z logika korupcji strategia sprzedazy majat-ku stal sie, jak juz sugerowalem, falszywy przetarg z „gwa-rantowana" wyplata.
Wlasciwie to chodzi o wielostopniowy proceder, w którym potencjalni nabywcy zagraniczni najpierw na zasa-dach rynku walcza, zeby z pomoca firm doradczych dotrzec do odpowiednich urzedników. Najszybszy lub najhojniejszy z walczacych wygrywa, po czym nastepuje nierynkowy przydzial. Wytypowany kontrahent ma juz zapewniony kontrakt, a inni inwestorzy stanowia tylko parawan albo sluza jako gwaranci na wypadek jesli taki „robiony bieg" nie zadziala od razu.
Ale nawet jak uporamy sie z tymi dotyczacymi wyceny, ktos móglby kwestionowac czy istotnie korupcja rzadzi wszy-stkim, bo gdyby to byla prawda to bezkarni sprzedajacy sami przyjeliby za bezcen majatek zamiast oddawac go obcym nabywcom. Takiej alternatywy jednak nie bylo, gdyz - ze wzgle-du na wspomniany wczesniej tragiczny stan gospodarki - za-dni krajowi pretendenci, wlacznie z decydentami, nie mogli marzyc o osiagnieciu trwalych zysków z przejetych obiektów.
Do tego dochodzi fakt, ze urzednicy dysponujacy majat-kiem nie byli zainteresowani zagarnieciem fabryk czy ban-ków na stale, nawet gdyby mialy przyniesc dobre zyski. Nie marzyli o zostaniu kapitalista, nie tym z marksowskiej gro-teski, ale ciezko pracujacym i pilnie oszczedzajacym osobnikiem. Pragneli oni glównie zdobycia latwego pieniadza i dostepu do rozrzutnej konsumpcji, zeby odbic sobie do woli mlode lata, które ponoc podle im zmarnowal siermiez-ny komunizm.
Nawet gdyby sie zgodzic z powyzszym, pozostaje kolejna watpliwosc, ze skoro sami sprzedajacy nie mieli ochoty na przejecie na wlasnosc prywatyzowanego kapitalu, dlaczego wybrali z reguly obcych zamiast lokalnych nabywców. Nie mozna dowiesc przemoznej roli korupcji, dopóki sie staran-nie nie wyjasni, dlaczego nieuczciwi urzednicy mieliby wzgardzic lapówkami oferowanymi ze strony lokalnych in-westorów na rzecz prowizji plynacych od ich zagranicznych rywali.
Mozna by na to odpowiedziec, ze slabsi finansowo lokal-ni inwestorzy nie mogli przebic zagranicznych, ale to nie jest koniec sprawy. Zreszta, poniewaz lapówki placone za darmo-wy majatek byly marne, jak zasilki, nie wydaje sie zeby kwe-stie finansowe byly tutaj najwazniejsze. Istotnie, wybór padal glównie na zagranicznych nabywców, gdyz okazali sie lepiej przygotowani niz krajowcy do dzialania w warunkach chro-nicznej korupcji jaka zapanowala w Polsce.
Trzeba pamietac, ze korupcja to swiat ciemnych zakuliso-wych konszachtów, wiec zeby w nim sobie radzic, nie tak jak na rynku - w pelnym swietle - trzeba opanowac specjalne re-guly. Jedna z nich jest, zeby nielegalnie ukladajace sie strony, bez mozliwosci odwolania sie do prawa, mogly sobie ufac. Obcy nabywcy okazali sie bardziej godni zaufania od krajo-wych pretendentów, gdyz przyjeli wypróbowana zasade, ze na-lezy bezwzglednie wywiazywac sie z przyjetych zobowiazan.
Zagraniczni nabywcy okazali sie nie tylko bardziej wiary-godni jesli chodzi o warunki szemranych umów, ale byli tez w stanie bardziej skutecznie podporzadkowac polskich urze-dników. Przyjeli zasade oplacania wszystkich rywalizujacych frakcji decydentów i to na jak najwyzszym szczeblu. Zabrali sie tez do skrupulatnego zakladania kompromitujacych dossier na wypadek wylamania sie zamieszanych w afery, co przemienilo Polske w prawdziwie egzotyczna „kraine te-czek".

Podsumowanie

Nie ma, jak widac, innego wyjscia jak odrzucic kolejny wyjatkowo niedorzeczny poglad na temat reform, ze najlepsza gwarancja na szybkie usprawnienie systemu bylo masowe wpuszczenie obcych inwestorów, z ich wiekszym doswiadczeniem rynkowym i szacunkiem dla prawa. Z pew-noscia prywatyzacja majatku, który przechwycili obcy na-bywcy, nie dostarcza na to dowodów, odwrotnie, w procesie zakupu zaczeli bezpardonowo gwalcic prawa rynku i na-gminnie lamac prawo.
Trudno sie temu dziwic, gdyz wsród zagranicznych inwe-storów zainteresowanych sprzedawanym majatkiem prze-wazyly korporacje miedzynarodowe. Maja one wyjatkowe doswiadczenie robienia interesów w warunkach upadlego panstwa, gdyz nie dzialaja tylko w rozwinietych krajach, jak Unia, gdzie korupcja jest raczej marginesem. Korporacje miedzynarodowe sa równiez gleboko zakorzenione w go-spodarkach zacofanych, gdzie korupcja jest sposobem prze-trwania.
Komparatywna (= wzgledna) przewaga zagranicznych korporacji w korupcji obrócila sie zreszta nie tylko przeciw krajowym inwestorom, kapitalistom, ale tez przeciw samemu aparatowi panstwa. Pierwszych wykluczyly one z procesu prywatyzacji majatku a drugich, czyli samo panstwo, jego sprzedajnych decydentów, mimo ze ci dostarczyli im ten ma-jatek - niejako na talerzu - za ulamek realnej wartosci, kor-poracje sklonily do przyjecia bardzo marnych lapówek.
Najlepiej jest przekonac sie o tym, jak dalece obcy inwe-storzy górowali nad sprzedawcami majatku przez zestawie-nie ukrytych korzysci nabywców z ukrytymi prowizjami dla urzedników. Prowizje mozna szacowac na 2-4 procent wply-wów z prywatyzacji równych 18-23 miliardów dolarów. Cho-dzi o 0,4 do 0,5 miliarda dolarów, co stanowi tylko pól pro-cent 216 miliardów dolarów kapitalu, który na czysto - po odliczeniu cen - zyskali zagraniczni nabywcy w zamian za la-pówki.

 ROZDZIAL SZÓSTY
HANDLARZE ZLOMEM

Z nadgorliwego apologety komunizmu inteligencka elita przeksztalcila sie w jego najbardziej zdeterminowanego przeciwnika, zeby nastepnie zostac poplecznikiem innej dewiacji - kapitalizmu z obcym kapitalem i lokalna praca.
Panstwo nie jest anonimowe, a wladza jest personalna, wiec nie powinno byc klopotu z wyjsciem poza ogólna analize mechanizmów wyprzedazy majatku i ustaleniem ja-kie sily polityczne wykonaly te operacje. Jako ekonomista nie powinienem wchodzic na teren, który nalezy do politologów, ale ci nie sa skorzy do udzielenia odpowiedzi. Choc odpo-wiedz jest prosta, mianowicie, ze wszystkie dotad rzadzace osrodki przylozyly sie do tej wyprzedazy, tyle, ze w nierów-nym stopniu.

Sila przewodnia

Szukajac politycznych sil zwiazanych z wyprzedaza majat-ku nalezy zaczac od analizy glównych grup interesu oraz ról, które te grupy wziely na siebie w procesie wywlaszczenia. Kiedy sie spojrzy na ten proces z tej perspektywy, wylania sie obraz przechodzenia do kapitalizmu, które stanowi wynik konfliktu dwóch grup. W jednej znalezli sie ci, którzy przy okazji chcieli po prostu zostac sami kapitalistami a w drugiej ci, którzy mysleli raczej o innych korzysciach niz kapitalizm dla siebie.
Sadzac po wynikach, czyli wywlaszczeniu kapitalu na rzecz zagranicy, w tym konflikcie grup interesu prawie na-tychmiastowe zwyciestwo musialy odniesc nie te kregi, które byly zainteresowane przejmowaniem kapitalu, by zostac pro-duktywnym kapitalista. Byly to raczej kregi, które wykorzy-staly wladze by stac sie „posrednikami" w wyprzedazy majat-ku w obce rece. Wszystko z mysla o zaspokojeniu swych zgo-la niekapitalistycznych potrzeb, czyli wybujalej konsumpcji.
Za tym zwyciestwem kryje sie przede wszystkim zaskaku-jaca wygrana stosunkowo malo liczebnej grupy, mianowicie trzonu inteligencji, prawie wylacznie miejskiej. Uksztaltowa-na w duzym stopniu przez opozycje wobec komunizmu gru-pa ta nie zdobyla sobie wielkiego wyborczego poparcia. Mi-mo braku tego poparcia, proces reform zostal podporzadko-wany tej grupie pozbawionej niestety bezposredniego intere-su w przywróceniu kapitalistycznej produkcji.
Nie ulega zadnej watpliwosci, ze glówne inteligenckie sro-dowiska przylaczyly sie do opozycji wobec komunizmu nie z potrzeby kapitalizmu, czyli checi stania sie samemu kapita-listami. Chodzilo im raczej o poszerzenie sfery wolnosci, cze-sto traktowanej jako wyzsze dobro, samo w sobie. Dopisano do tego misje, zeby wzorem polskiej przeszlosci niesc wol-nosc ogólowi, choc nie bylo dla tych inteligenckich kregów do konca jasne jak nalezy dokladnie rozumiec sens wolnosci.
Inteligenckie starcie ze skazanym na upadek komuni-zmem nie mialo jednak charakteru wylacznie ideowego, gdyz doszly do tego silne interesy osobiste, tym wieksze im blizej znalezli sie osrodków wladzy. Z tegoz dokladnie powo-du, gdy doszlo do wyboru modelu prywatyzacji, srodowiska inteligenckie uzyly swoich wplywów nie dla zagarniecia kapi-talu na wlasny uzytek, bo go raczej nie chcialy dla siebie. Uzyly tych wplywów w tym celu, zeby z korzyscia wlasna sprzedac kapital innym.
Na wyborze modelu prywatyzacji zaciazyla tez typowa dla polskiej inteligencji awersja wobec charakterologicznie odmiennych kapitalistów, tyle, ze tym razem przyjela ona szczególna forme.
Jej potepienie spadlo nie na wszystkich kapitalistów, ale wylacznie na miejscowy zywiol kapitalistycz-ny. Zywiol ten uznano za zbyt prowincjonalny, zeby sobie po-radzil we wspólczesnym - globalnym - kapitalizmie, w ich miejsce powinni, wiec przyjsc swiatowcy z zagranicy.
Z powyzszego rozumowania inteligenckie srodowiska zdolaly wyeliminowac wzgledy moralne, które moglyby suge-rowac, ze prowincjonalni czy nie, krajowcy maja prawo do wlasnosci tego co wypracowali bardziej niz ktokolwiek inny. Za tym krylo sie ogólniejsze przekonanie tych kregów, ze nie nalezy mieszac kapitalistycznego rynku z tradycyjna moral-noscia, lub inaczej - ekonomii z socjologia. Zinterpretowali wolnosc gospodarcza jako forme spolecznego nihilizmu.

Mialo to niemale znaczenie praktyczne, gdyz, zanegowanie moralnosci, jako bazy nie tylko rynku, ale kazdej spolecznej instytucji, stalo sie wygodnym usprawiedliwieniem dla sprze-dazy ogólnego majatku bez ogladania sie na prawo. W ten sposób, przynajmniej w ich oczach, dopuszczalna stala sie po-wszechna praktyka zanizania, cen w celu uzyskania prowizji przy zmianie wlasciciela zasobów kapitalu z organu panstwa na prywatna osobe, czyli na zagranicznego rezydenta.
Zadna inna grupa spoleczna otwarcie nie przyjela tej filo-zofii, nie wszystkie jednak rzucily wyzwanie inteligencji. Nie-które z nich wrecz zwiazaly sie z tymi kregami w celach spra-wowania wladzy, chodzi glównie o robotników z dawnej opo-zycji - nielegalnych zwiazków. Czesc tej grupy zawsze chcia-la, zeby kapital zostal rozdany czyniac kapitalistów ze wszystkich. Ale jej trzon szybko przesunal sie w strone wyprzeda-zy zagranicy za korzysci wlasne, czyli preferencyjne akcje.
To te dwie grupy, bez ambicji stania sie kapitalistami, a w pewnym sensie nawet anty-kapitalistyczne, solidarnie, wy-kluczyly z gry o narodowe zasoby lokalne grupy, które chcia-ly kapitalizmu dla siebie, czyli prokapitalistyczne. Co zakrawa na ironie, wsród pokonanych znalazla sie jedyna wazna gru-pa, która za komunizmu zachowala wlasnosc - chlopi. Z tego tytulu byli bowiem wyjatkowo przygotowani do wykorzysta-nia mozliwosci jakie daje normalny - ludzki - kapitalizm.
Narzucona przez inteligencje, jako „sile przewodnia", wy-przedaz w rece zagraniczne zostawila tez na lodzie inna, tyle, ze znacznie mniej zasobna, pozostalosc po kapitalizmie, mia-nowicie wywlaszczonych po wojnie przedsiebiorców i kamieniczników. Jedyna szansa byla dla nich reprywatyzacja prze-prowadzona na tyle szybko, zeby ich zagarnieta wlasnosc nie zostala ponownie zagarnieta, tym razem przez zagranicznych inwestorów; do takiej reprywatyzacji nigdy nie doszlo.
Wsród wylaczonych znalezli sie tez dotychczasowi komu-nistyczni dyrektorzy banków i fabryk, którzy w przeciwien-stwie do przedwojennych wlascicieli zebrali bogate doswiad-czenie w zarzadzaniu kapitalem. Sadzac po krajach rozwinie-tego kapitalizmu, stanowili oni grupe najlepiej przygotowana do przejmowania kapitalu, ale odebrano im te szanse argu-mentujac, ze jako zwiazani z komunizmem nie maja do tego moralnego tytulu, ale maja go obcy nabywcy bez pytania o przeszlosc.

Propaganda wyprzedazy

Kiedy sie czyta powyzszy opis swoistego „konfliktu klaso-wego" w którym grupy zainteresowane kapitalem sciera-ja sie z tymi, którzy go nie chca, rodzi sie pytanie co to takiego pozwolilo trzonowi inteligencji stac sie „sila przewodnia" rodzacego sie „niekompletnego kapitalizmu". Przeciez, inte-ligencja byla nie tylko slaba liczebnie ale jej ewentualne ko-rzysci z wywlaszczenia na rzecz zagranicy - prowizje - bladly w porównaniu z tym co mieli finansowo do zyskania lokalni nabywcy.
Kregi inteligenckie wygraly, glównie dlatego ze przejely z komunizmu najwazniejszy instrument wladzy, czyli srodki przekazu. Nie chodzi o to, ze pojawil sie jeden organ, ale o to, ze najbardziej wplywowe media, choc wolne od pan-stwowej cenzury, przyjely te sama generalna linie programo-wa. Z wymiana redaktorów naczelnych nastapila nieslychana wulgaryzacja mediów, powrót do wczesnych wzorów komu-nistycznych, gdy demolowano tzw. wrogów klasowych.
Wykonujac wyrok na sobie, inteligencja stoczyla sie z obroncy wyzszej kultury do nosicielki anty-kultury, ale jed-noczesnie zyskala szanse bardziej skutecznego narzucenia spoleczenstwu falszów wspierajacych wyprzedaz majatku. W tym klamstwa, ze komunizm zostawil gospodarke w tak kiepskim stanie, ze fabryki i banki to zlom, który powinien zaraz znalezc solidnego uzytkownika - najlepiej cudzoziem-ca. Oraz, po cenie zlomu, zeby bron boze sie nie rozmyslil.
W jednej, wspartej przez media, wersji stwierdza sie, ze odziedziczono zlom, gdyz komunizm doprowadzil do kom-pletnego fizycznego zuzycia majatku trwalego. Wskazniki zu-zycia sa rzeczywiscie wysokie, co nie zmienia jednak faktu, ze niezuzyta - aktywna - czesc polskiego majatku ciagle by-la bardzo duzo warta. Innymi slowy, ile by nie bylo tego zlo-mu w postaci zuzytych maszyn, nie mialo to wcale wplywu na wartosc sprzedawanych niezuzytych maszyn.
Zgodnie z inna wersja, kiedy upadl komunizm, upadla tez produkcja, wiec ile by nie wlozono kiedys w budowe za-kladów czy organizacje banków dla nabywcy, to niewiele znaczylo, bo licza sie tylko zyski z przyszlej produkcji. Nie wiadomo jednak, dlaczego poczatkowe zalamanie produkcji mialoby przekonac potencjalnych nabywców, ze przyszle zy-ski tez beda marne. Jak gorliwie podaja te same media, za-raz po zalamaniu produkcja oraz zyski zaczely przeciez szybko rosnac.
Najlepiej widac zabiegi srodków przekazu na przykladzie poszczególnych sektorów, jak chocby finansów. Ile razy za-czynaja sie przygotowania do sprzedazy banków, pojawiaja sie lamenty, ze tak zle dzialaja bo np. wieki trwa realizacja zwyklego czeku. Od czasu to czasu do rangi niezwyklego wydarzenia urasta tez informacja na temat bankructwa jakiegos krajowego banku, tak jednak malego, ze malo kto o nim kie-dykolwiek slyszal, a jeszcze mniej mialo z nim do czynienia.
Kiedy jednak trzeba pochwalic tzw. liberalnych reforma-torów, ze ci ratuja bankowosc, tak jak inne wystawione pod mlotek sektory, ton mediów sie zmienia. Nagle okazuje sie, ze od 1994 r., przed fala wyprzedazy, gdy rzad oddluzyl ban-ki w formie obligacji, staly sie one najbardziej zyskowna dzie-dzina gospodarki. Nie tylko, ze wyrózniaja sie na tle zbankru-towanych banków czeskich, czy tych rosyjskich - mafijnych, ale maja wyniki finansowe lepsze od banków unijnych.
Urabianie opinii przez srodki przekazu okazalo sie na ty-le skuteczne, ze malo kogo zdziwilo, ze zdrowe banki - z ak-tywami rzedu az 90 miliardów dolarów - po 1994 r. zostaly prawie w calosci sprzedane zagranicy za 3 miliardy dolarów, czyli za darmo. Gdyz dokladnie tyle panstwo wyplaci ban-kom do 2004 r. z budzetu w formie oprocentowania wspo-mnianych oddluzeniowych obligacji, które wraz z innymi ak-tywami przeszly w rece nowych zagranicznych wlascicieli.
Gdyby jednak ktos smial sie sprzeciwic tego rodzaju wy-wlaszczeniowej operacji, media maja nan repertuar niewy-brednych ataków. Gdyby, na przyklad, ten ktos wspomnial, ze nie nalezy chyba wszystkiego wyprzedawac zagranicy, do-padna go oskarzeniem, ze jest szowinista. Nigdy jednak dotad nie przyszlo ludziom mediów do glowy, by uzyc jakiegos odpowiedniego okreslenia na tych, którzy mysla, ze najlepiej bedzie wtedy jak w polskich rekach zostanie nic, ino sznur.
Na smialka, który z kolei zechcialby kwestionowac ceny, po których majatek jest uplynniany, srodki przekazu maja in-na inwektywe. Na temat zanizonych cen moze bowiem roz-prawiac tylko osobnik, który ma jakies zludzenia na temat tego, ze komunizm byl w stanie tworzyc cos wiecej niz zlom. Z rozpedu, taki krytyk wyceny majatku, moze nawet obe-rwa